Półmaraton Św. Mikołajów

Ostatni bieg w tym roku. Miałem ochotę na niezły wynik. Zaraz po maratonie w Poznaniu zabrałem się do treningów. Podczas biegów treningowych miałem niezłe czasy. Pomyślałem, że jest szansa na pobicie rekordu z Ciechocinka 1:43. Biegłem sobie w nocy przez Panorama Park. Wracałem już do domu. było z górki. Jeszcze podciągnę tempo – pomyślałem. Z przeciwka jechał bus na długich. Przede mną pojawi się garb. Przeskoczyłem. Nagle czuje że stopa wylądowała na jakimś kamieniu. Kur….!! Co to? Nic nie widać. Łapie równowagę żeby nie zaliczyć gleby. Krach! Wpadłem na wyrwaną kostkę brukową. Zachowałem równowagę. Ok. co z kostką? Nie mogę zrobić kroku. Czekam. Trochę puściło. Biec się nie da. Idę. Też nie bardzo. Nie dzwonię po Kachę bo z Lenką jest. Powrót z Komunalnego (3 km) zajął mi 45 min. Kostka rozwalona. No to sobie zrobię życiówkę. Nie wiem czy pobiegnę. Dwa tygodnie do startu.

Po tygodniu smarowania końską maścią trochę ból zelżał.  W niedziele (08-12-2013) bieg. We wtorek test. Kiepsko. Boli. Zaciskam zęby. 6 km przebiegłem. Jeszcze bieg testowy w sobotę – 12 km. Jakoś wytrzymałem. Chyba się uda.

logo-transparentPółmaraton Świętych Mikołajów w Toruniu (http://biegmikolajow.pl/index.php/pl/) cieszy się coraz większą popularnością. W tym roku chętnych było więcej niż miejsc. 2x zwiększali ilość miejsc. W rezultacie było ponad 4 tys. Bieg zaczynał się na moście na Wiśle. Przez stare miasto a dalej lasem. Tak lasem po śniegu. Powiem tak. Pomysł i atmosfera super. Stado czerwonych mikołajów, zwłaszcza „mikołajek”  i innych przebierańców gna przez Toruń. Natomiast organizacja najgorsza z dotychczasowych imprez biegowych w jakich biegłem. Za mało toalet. Kolejki przez to ogromne. Tylko dwa punkty odżywcze na całej trasie. Woda zamarznięta. No i połowa trasy wąskimi drogami w lesie. Widziałem jedną karetkę na trasie. Gdyby komuś coś się stało w tym lesie to kaplica. Dosłownie. Ale dla mnie najgorszy był brak Toi Toi na trasie. Zaczęło mnie męczyć na 8 km. Pomyślałem, że przy punkcie żywieniowym, a już na pewno  przed lasem będą wystawione klopy. Punkt. Nic. Las. Widzę z daleka kibelek. Super! Tylko że zamknięty na kłódkę. Wytrzymałem jeszcze 3 km. Potem nic mnie nie interesowało. Byle krzaki i po męczarniach. Resztę załatwił śnieg. Czas kiepski ale dotarłem do mety mimo przerwy technicznej i kostki..

Poniżej filmik z tego biegu oraz link do fotek. Mimo wszystko polecam, bo pomysł bardzo fajny.

Filmy i zdjęcia