Slow Motion Running

Jestem pełen podziwu i uznania dla ludzi, którzy stworzyli alternatywne oprogramowanie dla aparatów marki Canon pod nazwą Magic Lantern. Całe oprogramowanie ładuje się ze specjalnie przygotowanej bootowalnej karty pamięci. Standardowe menu aparatu pozostanie bez zmian. Natomiast to, co dają możliwości Magic Lantern to kosmos. Dzięki niemu mamy kontrole nad wszystkimi funkcjami aparatu a do tego aktywujemy dodatkowe dostępne tylko w droższych modelach lub w produktach dla profesjonalistów. Można nagrywać filmy HD w formacie 14 bit RAW. Podnosić ilość klatek w filmie FPS. Takie bajery mają profesjonalne kamery. Do tego cała masa opcji przy fotografowaniu. Detekcja ruchu, intervalometr do timelapse  itd. Poczytajcie o tych możliwościach na ich stronie.

Mnie najbardziej zainteresowała możliwość nagrywania filmów w formacie RAW. Mam Canona 60D. Tu jest problem z przepustowością miedzy buforem i kartą SD. Maksymalnie można uzyskać 21 MB/s. Kupno szybkiej karty nic nie da bo to kwestia hardware aparatu. Na szczęście 60D ma spory bufor i to daje zapas. Teraz chłopaki dobrali się do dodatkowej pamięci w aparacie. To wszystko i tak mało, bo pozwala na zapis krótkich ujęć (od 10-20 sek) w zależności od rozdzielczości i FPS. Ale i tak się opłaca.

Nie chcę zanudzać. Jeśli ktoś jest zainteresowany, niech piszę. Odpowiem.

Ja ostatnio sprawdziłem co mogę wycisnąć z mojego Canona. Postanowiłem nagrać ujecie mojego biegu i zwolnić. Rozdzielczość 1280×544. Udało mi się wycisnąć 53,71 fps dla 14 bit RAW. Uważam że nieźle. Film mocno zwolniłem. No jak to w próbach, jest sporo błędów. Aby uzyskać krótki czas naświetlania podniosłem sporo ISO. Pojawił się szum. Do tego nie dobrałem dobrego tła i widać niedociągnięcia zwłaszcza przy ruchu nóg. No ale film pokazał mi jak sporo mam tłuszczyku i jak skręcam kostki itd. Zresztą film poniżej…

Wezaj 2014

Lato… A jak lato, to czas na urlop. W tym roku, jak i w poprzednim, pojechaliśmy do „Wezaja”. Ośrodek specjalnie przystosowany dla rodzin z małymi dziećmi. Położony między Wartą, a Puszczą Notecką, otoczony jeziorami. Jeśli kogoś interesuje to miejsce, to więcej można znaleźć na ich stronie. Jak dla mnie rewelacja. Cisza, spokój, przyroda. Można  pobiegać, popływać, pojeździć na rowerze…

GS 2014

Lenka była w siódmym niebie. Z wody wyjść nie chciała. Przekonała się do jazdy na foteliku na rowerze. Mam więc kompana na wycieczki 😉

GS 2014Tereny są ogromne. Wybraliśmy się na rowerach do wieży obserwacyjnej. Dyżurny wygląda z niej pożarów puszczy. Droga prowadzi przeważnie utwardzoną szutrową drogą, więc luksus jak na drogę w lesie. Z drugiej strony, część tej szutrowej drogi, to droga wojewódzka nr 133. Tico nie ma się co tam pchać. Wieża jest otwarta dla turystów i można z niej podziwiać kompleks. Jak okiem sięgnąć – las.

GS 2014
GS 2014
GS 2014Pewnie ktoś się zdziwi, jak po tych wszystkich wyprawach piszę, że taki urlop mi pasuje. Uwierzcie tam też można się zajeb…. Pobiegałem, popływałem, pojeździłem na rowerze, ale przede wszystkim spędziłem czas w super towarzystwie rodziny i przyjaciół. A czas ucieka, Lenka rośnie i nie ma co liczyć, że kiedyś będzie okazja na utracone chwile.
GS 2014
GS 2014
GS 2014Niestety pod koniec wyjazdu Lenka dostała wysokiej gorączki. Okazało się, że to rumień nagły. Na szczęście już jest po wszystkim i „Zgagus” szaleje 😉
GS 2014

Ultramaraton Gór Stołowych 2014

Nadszedł czas, żeby się sprawdzić w jednym z najtrudniejszych biegów górskich w Polsce. Przyjechaliśmy do Pasterki w czwartek w nocy. Piątek był dniem na odpoczynek, aklimatyzację oraz przygotowanie psychiki do walki z 50 km po górach. Suma przewyższeń przekracza 4 tys. metrów.
GS 2014
Trasa prowadzi od Pasterki (schronisko) na Czeską stronę Gór Stołowych. Na trasie jest kilka wąskich przejść między skałami. Oczywiście tworzą się tam zatory. Pętla wraca do Schroniska na 28 km. Po drodze zalicza się dwa bufety a właściwie jeden tyle że dwa razy. Potem czeka zajebisty zbieg (najniższy punkt trasy), żeby zaraz zmierzyć się z przewyższeniem pod sam Szczeliniec. Po pokonaniu tego odcinka zostaje jeszcze 16 km do Błędnych Skał i z powrotem do Szczelińca. Meta jest na szczycie, ale żeby tam się dostać trzeba jeszcze pokonać ponad sześćset stopni.

Mój plan na ten bieg był bardzo prosty; zmieścić się w limicie i dotrzeć do mety. Postanowiłem biec wolno ale zrobić zapas na 2 pierwszych bufetach. Na każdy był limit po 2h przy dystansie 18 km. Niby pikuś, ale pojawiły się tu zatory i czas uciekał. Do pasterki limit wynosił 5 godzin. Miałem jeszcze sporo zapasu. To już 29 km. Tu już wybiera psychę, bo słychać komentatora na Szczelińcu, a do miejsca noclegowego jest bardzo blisko. Trzeba coś zjeść, uzupełnić płyny i ruszać dalej. Po krótkim odcinku polem zaczyna się ostry zbieg. Choć za bardzo nie da się tam biec.
GS 2014
Bardzo stromo i ślisko. Tu już się nie nadrobi. Przed podejściem jest płaski odcinek. Tu mam siłę i biegnę. Podejście mimo stromizny i zmęczenia idzie mi nieźle. Tu ludzie wymiękają. Siadają na kamieniach, stoją i łapią oddech. Przy końcówce grupa GOPR zabezpiecza uczestników. Kawałek asfaltem gdzie można podbiec i znów w górę pod Szczeliniec. Potem zejście na parkin i kolejny bufet. Tu się opiłem, że nie mogłem się poderwać do biegu. Znów słychać komentatora na szczycie. Tak blisko… Parędziesiąt metrów. Trzeba znaleźć motywację, żeby biec dalej w stronę Błędnych Skał. Na górze jest ostatni bufet.
GS 2014
Wiem, że już uda mi się zrealizować cel. Po zejściu na asfalt mam zapas mocy. Jestem zaskoczony. Biegnę drogą, wyprzedzając uczestników. Wbiegam do Karłowa. Wszyscy kibicują. Już widzę schody. Wbiegam po 2 – 3 stopnie na raz. Ci którzy schodzą dopingują. Daje to kopa. Zwłaszcza, że na szczycie czeka odpoczynek i piwo. Woda w cmelbagu się skończyła parę kilometrów wcześniej. Na metę wpadam z czasem 8:25. Żadna rewelacja, ale taki był plan.

Atmosfera i specyfika biegu zupełnie inne niż biegi klasyczne po asfalcie. Polecam!

Na koniec fajna relacja z biegu znaleziona na YT.

Półmaraton Ślężański 2014

Mamy sezon 2014. Dla mnie początek roku nie był dobry. Przez nawracające przeziębienie (3x) nie mogłem normalnie trenować. Co poczułem się lepiej i zaczynałem biegać, znów pojawiał się duszący kaszel, gorączka itd. Najgorsza była flegma, która dosłownie mnie zatykała. Został tydzień do półmaratonu, a ja nadal zawalony. W piątek (dzień przed biegiem) zrobiłem 6 km, żeby zobaczyć na co mogę liczyć. Nie uzyskałem odpowiedzi. Wyjdzie podczas biegu.

Trasa Półmaratonu Ślężańskiego zaczyna się w Sobótce i otacza masyw Ślęży. Pierwsze 7 km to niewielki podbieg. Następne 2 km to już walka ze stromą przełęczą. Potem ostro w dół. Niestety pod koniec trasy są jeszcze 3 podbiegi. Ostatni kończy się kilometr przed metą. Ten ostatni podbieg daje ostro w kość. Na szczęście w tym roku pogoda dopisała. +19 i słońce. W zeszłym roku biegliśmy w mrozie -6 i silnym wietrze.

Sleza_profil

Sleza_profil

W tym roku nasza ekipa biegaczy była liczna i mocna. Poniżej fota zrobiona przed startem. Wszyscy zadowoleni i nastawieni na walkę! Ja ze swojej strony mogą napisać, że mimo braku treningów i przeziębienia jestem zadowolony z biegu. Choć nie wykręciłem super wyniku , to biegło mi się dobrze. W kwietniu kolejne wyzwanie – Maraton Łódzki. Tu już nie będzie tak łatwo, a czasu na trening bardzo mało.

Ślęża 2014

Więcej informacji o półmaratonie znajdziecie na oficjalnej stronie. Tam też są zamieszczone wyniki, relacje i wiele innych ciekawych informacji.

 

Lenka – spojrzenie

Tydzień temu Lenka miała chrypkę. Poszliśmy do lekarza. Okazało się, że to nic poważnego. Syrop powinien załatwić sprawę. No i niby załatwił. Po tygodniu Mała zaczęła pokaszliwać. Tym razem diagnoza była kiepska – zapalenie oskrzeli. Zastrzyki, bo z pewnością nie połknie tabletek. Po niej samej nic nie widać. Śmieje się, biega jak zawsze. Za to jak tylko usłyszy sygnał domofonu, już wie, że to pielęgniarka i co ją za chwilkę czeka. Nie można nic na to poradzić. Musi lekarstwo dostać. Trzymanie jej do zastrzyku, zwłaszcza, że nie rozumie dlaczego sprawia się jej ból jest masakrycznym doświadczeniem.

Dzisiaj rano zrobiłem jej zdjęcia po zastrzyku. Spojrzenie mówi samo…

Spojrzenie

Spojrzenie B&W

Lenka Sunrise

Zrobiłem kilka fotek Lence. Teraz nie jest to już takie łatwe. Nie ustoi już w miejscu, a aparat bardzo ją interesuje. Zdjęcia i tak robiłem z myślą fotomanipulacji, więc ważne było żeby jednie w zasięgu światła się zmieściła. To też okazało się nie lada wyzwaniem. Klika fotek udało się wybrać w pierwszej kolejności poszło to poniżej. Pod zdjęciem zamieściłem zdjęcia pokazujące proces tworzenia.
Lenka SunriseCały proces polegał na znalezieniu zdjęć które będą pasowały pod kątem perspektywy zrobionego Lence zdjęcia. Potem odpowiednie połączenie zdjęć i ich manipulacja. Musiałem dopasować kolory, dodać cienie, rozbłyski, słońce i na końcu wszystko scalić.

LenkaOryg
Background
Lake
Grzyby
Tree
LenkaWykorzystane zdjęcia znalazłem w necie (google) oraz na ybsilon_stock.deviantart.com

Lenka Ratusz w Kaliszu

Eksperymentów ciąg dalszy…

Chciałem materiał nagrany przy dziennym oświetleniu i na dworze. W zwykły dzień odpada bo ciemno jak wracam. W niedziele pojechaliśmy pod ratusz w Kaliszu. Zaczęło padać więc było bardzo mało czasu. Lenka już chodzi więc to było przedmiotem nagrania.

Nagranie chciałem połączyć na warstwach 3D i uzyskać ruch kamery. Okazało się, że popełniłem sporo błędów przy samym nagraniu. Nagranie było z ręki. Tym razem musiałem ustabilizować nagranie. Cała góra ratusza z wieżą była doklejana. Pojawiły się problemy z perspektywą. Potem ruch wirtualnej kamery i dopracowanie kolorystyczne wszystkich elementów. Nie pomyślałem, bo trzeba było zrobić zdjęcia z tymi samymi ustawieniami (czas, ISO, przysłona). Poniżej zmontowany materiał.

Lenka ratusz from Michał Latański on Vimeo.

Lenka świątecznie 2013

Niby święta to dużo wolnego czasu. Ale prawda jest inna. Strasznie go mało. Na szczęście udało mi się porobić trochę zdjęć Lence. Teraz tylko jedno klimatyczne zdjęcie. Dołożę kolejne, tylko muszę wybrać i trochę poprawić 😉

To już drugie święta dla Lenki. Tak. Czas bardzo szybko płynie. Mała jest coraz bardziej ruchliwa. Wszędzie jej pełno. No i dobrze. Dziecko przecież. Za to ile radochy z tego brzdąca. Nie sądziłem, że będzie aż tyle radochy.

Co do zdjęcia kominek znalazłem w sieci na stronach z tapetami. Lenka pozowała w moim amatorskim studio. Reszta to połączeniu obu fotek i dostosowanie kolorystyki itd.

Lenka przy kominku

Półmaraton Św. Mikołajów

Ostatni bieg w tym roku. Miałem ochotę na niezły wynik. Zaraz po maratonie w Poznaniu zabrałem się do treningów. Podczas biegów treningowych miałem niezłe czasy. Pomyślałem, że jest szansa na pobicie rekordu z Ciechocinka 1:43. Biegłem sobie w nocy przez Panorama Park. Wracałem już do domu. było z górki. Jeszcze podciągnę tempo – pomyślałem. Z przeciwka jechał bus na długich. Przede mną pojawi się garb. Przeskoczyłem. Nagle czuje że stopa wylądowała na jakimś kamieniu. Kur….!! Co to? Nic nie widać. Łapie równowagę żeby nie zaliczyć gleby. Krach! Wpadłem na wyrwaną kostkę brukową. Zachowałem równowagę. Ok. co z kostką? Nie mogę zrobić kroku. Czekam. Trochę puściło. Biec się nie da. Idę. Też nie bardzo. Nie dzwonię po Kachę bo z Lenką jest. Powrót z Komunalnego (3 km) zajął mi 45 min. Kostka rozwalona. No to sobie zrobię życiówkę. Nie wiem czy pobiegnę. Dwa tygodnie do startu.

Po tygodniu smarowania końską maścią trochę ból zelżał.  W niedziele (08-12-2013) bieg. We wtorek test. Kiepsko. Boli. Zaciskam zęby. 6 km przebiegłem. Jeszcze bieg testowy w sobotę – 12 km. Jakoś wytrzymałem. Chyba się uda.

logo-transparentPółmaraton Świętych Mikołajów w Toruniu (http://biegmikolajow.pl/index.php/pl/) cieszy się coraz większą popularnością. W tym roku chętnych było więcej niż miejsc. 2x zwiększali ilość miejsc. W rezultacie było ponad 4 tys. Bieg zaczynał się na moście na Wiśle. Przez stare miasto a dalej lasem. Tak lasem po śniegu. Powiem tak. Pomysł i atmosfera super. Stado czerwonych mikołajów, zwłaszcza „mikołajek”  i innych przebierańców gna przez Toruń. Natomiast organizacja najgorsza z dotychczasowych imprez biegowych w jakich biegłem. Za mało toalet. Kolejki przez to ogromne. Tylko dwa punkty odżywcze na całej trasie. Woda zamarznięta. No i połowa trasy wąskimi drogami w lesie. Widziałem jedną karetkę na trasie. Gdyby komuś coś się stało w tym lesie to kaplica. Dosłownie. Ale dla mnie najgorszy był brak Toi Toi na trasie. Zaczęło mnie męczyć na 8 km. Pomyślałem, że przy punkcie żywieniowym, a już na pewno  przed lasem będą wystawione klopy. Punkt. Nic. Las. Widzę z daleka kibelek. Super! Tylko że zamknięty na kłódkę. Wytrzymałem jeszcze 3 km. Potem nic mnie nie interesowało. Byle krzaki i po męczarniach. Resztę załatwił śnieg. Czas kiepski ale dotarłem do mety mimo przerwy technicznej i kostki..

Poniżej filmik z tego biegu oraz link do fotek. Mimo wszystko polecam, bo pomysł bardzo fajny.

Filmy i zdjęcia


Biegiem przez życie…

Pomyślałem sobie, że bieganie stało się tak ostatnio popularne, iż warto trochę o tym napisać.

Swoją przygodę z bieganie zacząłem bardzo dawno temu. To były czasy kiedy moje biegi wywoływały uśmiech u ludzi. Baran!!! Chcesz się zmęczyć to pyry przerzucaj i tym podobne uwagi. To było takie sobie pobiegiwanie na wzór filmów Rocky, Comando itd.

[singlepic id=931 w= h= float=none]

Kolejny raz wróciłem do biegania przygotowując się do wypraw. To najszybsza i najefektywniejsza metoda na poprawienie kondycji. Podczas takich treningów wpadliśmy z Piotrem, że może warto byłoby zrobić maraton. Pewnie! Nie ma się co pierdaczyć. Zaczniemy od maratonu. I tak zrobiliśmy. Rozpoczęliśmy treningi wg panu Skarżyńskiego. Nie pamiętam ile się przygotowywaliśmy, ale nie zrobiliśmy całego planu.

[singlepic id=927 w= h= float=none]

10-10-2010 stanęliśmy na starcie Maratonu Poznańskiego. Pełno ludzi. Adrenalina buzowała. Wyczytaliśmy, że dobrze ustawić się z tyłu, bo fajnie jak się potem wyprzedza, a nie jest się wyprzedzanym. Bzdura! Przez pierwsze 5 km próbowaliśmy się przebić przez tłum „wolnych” biegaczy. Kosztowało nas to wiele wysiłku. Połówkę biegło się dobrze. Piotr pobiegł szybciej. Rozdzieliliśmy się. Przed końcem 1 pętli pojawił się problem. Gorączkowo rozglądałem się za kiblem. Wiem! na starcie było ich sporo. Muszę tylko wytrzymać. To nie łatwe. Ale się udało. Na tronie spędziłem ładnych parę minut. Za to wybiegłem jak nowo narodzony. Biegłem, biegłem… do 35 km. Pojawiła się ta cholerna ściana. Nie ma się ochoty ruszyć nogą. Percepcja się zawęża. Nie widać i nie słychać kibiców. Organizm krzyczy za to bardzo wyraźnie: STÓJ!!! Pomyślałem wtedy. No to dupa. Piotr już pewnie od dawna na mecie. Ale trzeba to skończyć. Na zmianę biegłem i szedłem a trasa nie miała końca. No o gdzie te bufety z piciem? Wtedy dopiero zdałem sobie sprawę na co się porwaliśmy. U chłopaka obok usłyszałem głośny trzask. Zanim zrozumiałem, że to ścięgno koleś już leżał i podbiegali do niego ratownicy. Kolejny zemdlał i półkolem zaliczył rów. Wielu leżało. Inni sikali na środku drogi. Zresztą ja też nie chowałem się po krzakach 😉 W amoku dotarłem do Malty. Finisz. Wbiegłem na metę zły. Na widowni dostrzegłem Kaśkę. O coś mnie pytała. Ja na to przy całej widowni wykrzyknąłem „Kurwa srałem!!! Okazało się, że Piotr też miał kryzys. Oboje ukończyliśmy ten maraton z dobrymi czasami jak na pierwszy taki bieg. Piotr miał 3:30, ja 3:40 netto. Jednak za maraton musiałem zapłacić wysoką cenę. Kolano, które zaczęło mnie poleć już podczas treningów po zawodach wyłączyło mnie z biegania na długi czas. W kolejnym wpisie znajdziecie informacje o dalszych perypetiach z bieganiem.

[singlepic id=919 w= h= float=none]

[singlepic id=920 w= h= float=none]

[singlepic id=930 w= h= float=none]

[singlepic id=932 w= h= float=none]

[singlepic id=933 w= h= float=none]

[singlepic id=924 w= h= float=none]

[singlepic id=925 w= h= float=none]

[singlepic id=929 w= h= float=none]

[singlepic id=926 w= h= float=none]

[singlepic id=921 w= h= float=none]

[singlepic id=922 w= h= float=none]

[singlepic id=928 w= h= float=none]

[singlepic id=923 w= h= float=none]