Grzyby

Gdzieś w necie trafiłem na fajne artykuły o Focus Stacking i łączeniu fotek z dodatkowym oświetleniem np. z czołówki.Pierwsza technika polega na łączeniu kilku zdjęć z płytką głębią ostrości w taki sposób, aby finalnie powstało zdjęcie z większym zakresem ostrości. Super paten na makro fotografie. Oczywiście pod warunkiem, że nic na zdjęciu się nie rusza.  Technikę z pewności wykorzystam również przy krajobrazach., Dzięki takiemu zabiegowi pierwszy i ostatni plan będą super ostre 😉

Grzyby

Drugi pomysł to połączenie zdjęć sklejanych w powyżej opisanej technice, a następnie wykorzystywanie oświetlenia z dodatkowych fotek. Oczywiście przed zrobieniem takich zdjęć, trzeba je zaplanować. Jaki kadr. Jakie tło, światło, kolory itd. No i rzecz jasna czym i jak oświetlić obiekty na dodatkowych ujęciach. Dziś była ładna pogoda, więc wybraliśmy się wspólnie do lasu na Wolicy. Grzybiarzy pełno. Tematem zdjęć miały być właśnie grzyby. Jak się później okazało, źródło światła w formie czołówki, to trochę za mało. Do tego musiałem kombinować prowizoryczne statywy. Co z tego wyszło można zobaczyć poniżej. To pierwsze próby. Przy okazji fajnie spędzony czas z rodziną. Polecam.

Grzyby

Grzyby

Grzyby

Mont Blanc 2016

Najwyższa góra w Alpach – Mount Blanc 4810 m.n.p.m. Planowaliśmy wyprawę na ten szczyt od jakiegoś czasu.
MB 2014 Wiedzę czerpałem z Internetu, relacji, filmów i forów. Technicznie wejście na szczyt „klasyczne” nie jest bardzo trudne. Najbardziej niebezpieczne miejsce to kuluar na podejściu między schroniskami. Jego nazwa to „rolling stones”. Bardzo trafnie, bo spadające tam kamienie załatwiły wielu wspinaczy. Z uwagi, że cały masyw jest parkiem narodowym i podlega ochronie, nie ma możliwości rozbicia namiotu, poza wyznaczonym miejscem. Jedyne takie jest zlokalizowane przy schronisku Tête Rousse na wysokości 3 200 m.n.p.m. MB 2014 Oczywiście, jest to specjalnie wymyślone, żeby wspinacze musieli skorzystać z noclegu w schronisku Goûter na wysokości 4 304 m n.p.m. Problem w tym, że nocleg tam kosztuje 90 EUR. Jak nie masz rezerwacji to jeszcze plus 25 EUR. Ta sytuacja bardzo utrudnia zdobycie szczytu. Poniżej opcje na sukces:

  1. Na bogato. Wjazd kolejką na Saint-Gervais-les-Bains. Potem tramwajem do Nid D’Aigle na 2372 m. Dalej podejście do schronu Tête Rousse. Nocleg. Podejście na wysokość 4 304 i nocleg w Goûter. Wejście na szczyt i powrót z noclegiem w którymś schronie. Zjazd na parking w Les Houches.
  2. Dla wytrwałych 😉 Podejście od parkingu do schronu. Nocleg pod namiotem. Przy dobrych warunkach jest możliwe wejście na szczyt i powrót do namiotu na nocleg. Taki plan mieliśmy. Inny patent to nocleg w namiocie. Podejście do Goûter. Tam można przeczekać do 22. Nocna wędrówka do bunkra Vallot na wysokości 4 362. Atak szczytowy o świcie. Powrót.

MB 2014Z samego rana wyruszyliśmy z parkingu. Spotkaliśmy tam innych Polaków, przygotowujących sobie śniadanie. Podejście było spoko. Nikogo na szlaku. Wszyscy korzystają z kolejki. My wolimy całość włoić sami. To darmowa wersja i sposób na aklimatyzację.
MB 2014Na górnej stacji kolejki spotkaliśmy kolejną grupę Polaków. Poszli na tramwaj. My wzdłuż torów. Optymalne rozwiązanie. Jest wyłącznie podejście i nie traci się wysokości. Na końcu trasy jest tunel. Można go obejść z boku, lub grzać środkiem z opcją spotkania z kolejką. Od stacji zaczyna się śnieg. Temperatura też spada. Zakładamy raki i zaczynamy długie podejście. Słońce pali niemiłosiernie. Czapka z daszkiem i krem nic nie dają. Do tego zalewa nas pot. Droga skręca w prawo i zaczyna się strome podejście pod Tête Rousse.
MB 2014Na miejscu widzimy sporo namiotów. Okopujemy się i rozbijamy namioty. Nagle słychać krzyki. Kuluarem pod Goûter schodzi lawina. Grupa alpinistów próbuje uciec. Udało się. Po nich schodzi kolejna grupa. Czają się. Nie ma śladów i leży dużo świeżego śniegu. Nagle schodzi kolejna lawina. Jeszcze większa od poprzedniej. Na szczęście im również się udało. Było blisko tragedii. Cały czas było zimno. Teraz pogoda się poprawiła i słońce stopiło sporo śniegu. Idealne warunki na lawiny. Koniec atrakcji na dziś.
MB 2014Robimy kolacje, topimy śnieg na wodę. Słońce zachodzi i robi się zimno. Co jakiś czas dobiegają nas odgłosy kolejnych lawin. Takie dźwięki budzą nas też w nocy.
MB 2014Rano pogoda, zgodnie z prognozami, kiepska. Pada. Mieliśmy w planach przeczekać ten dzień i wyjść w nocy w górę. Okazuje się jednak, że nikt jeszcze nie zdobył szczytu. Nie da się tam dotrzeć. Nic nie jest przetarte. Do tego bardzo dmucha i schodzą lawiny. Potwierdzają to wszyscy schodzący z Goûter. Czyli kicha. Możemy wejść na Goûter, a potem i tak trzeba się wycofać. Postanawiamy, że w takiej sytuacji czekamy do jutra, jak poprawi się pogoda to schodzimy…
MB 2014Jednak trzeba przyjechać tu we wrześniu, kiedy nie ma już tyle śniegu, a trasa na szczyt jest przetarta. Gdyby była jakaś realna szansa na wejście, z pewnością byśmy spróbowali. Tu schodzili tak wytrawni łojanci i nikomu się jeszcze nie udało. To jak z motyką na księżyc. Nie było sensu. Przespaliśmy noc w namiotach. Rano wyruszyliśmy w dół. Był mróz. Śnieg był twardy. Mieliśmy nadzieje, że będziemy schodzić w cieniu i unikniemy dalszego poparzenia słońcem. Nic z tego. Słońce paliło jak diabli. Brakowało nam wody. Ratowaliśmy się strumieniem. Po południu dotarliśmy na parking.
MB 2014

Moje rady na Blanka:

  1. Dobre przygotowanie kondycyjne wymagane.
  2. Rozważyć opcje skorzystania z wyciągu i tramwaju (duża oszczędność czasu, możliwość wniesienia większej ilości zapasów np. wody, no i mniejsze zmęczenie)
  3. Zabrać sporo wody.
  4. Kremować się i unikać słońca. Bąble od poparzenia to standard.
  5. Jechać w czasie, kiedy szlak na szczyt jest już przetarty.
  6. Miałem ślad trasy wgrany na telefon. Gdyby pogoda się załamała, miałem narzędzie na odnalezienie drogi.

Na zakończenie zapraszam na film z wyprawy. Uwaga; niecenzuralne słowa.

Targi Foto-Video 2015

W Łodzi co roku odbywają się targi FOTO VIDEO. Kilka lat temu byłem na tych targach. To było dość dawno. Za pierwszym razem nie miałem nawet lustrzanki cyfrowej. Potem byłem jeszcze raz. Pamiętam, iż najbardziej żałowałem, że nie zabrałem ze sobą aparatu. Firmy prześcigały się w inscenizacji plenerów zdjęciowych. Sony miało modeli wymalowanych na Avatary. Targi odbywały się w 3 osobnych budynkach. Robiło to wrażenie. Zwłaszcza dla kogoś, kto dopiero poznawał ten świat fotografii. W tym roku spodziewałem się tego samego. No i się przeliczyłem. Wszystko było zlokalizowane w jednym nowym obiekcie. Stoiska małe. Możliwości porobienia fotek kiepskie. Kilka modelek na paru inscenizacjach. Jak tylko modelki się pojawiały, stado wygłodniałych fotografów rzucało się na nie, jak na lew na zwierzynę.

Oczywiście ważniejsi gracze z branży byli obecni. Jak zwykle dużo miejsca zajmowało stoisko kaliskiej firmy FOTON. Na targach można było się wiele dowiedzieć. My mieliśmy tylko 2 godziny czasu. Mimo tego spokojnie daliśmy radę obejść wszystko 2x i zrobić kilka fotek, które zamieszczam poniżej. Z pewnością przed targami trzeba sobie wyznaczyć cel, czy chodzi o wykłady, zakup sprzętu, czy poznanie oferty. Wtedy, mając więcej czasu, wizyta na takich targach jest super.

GS 2014
GS 2014
GS 2014

Lenka sesja

Mimo, że przywędrowała do nas moda na Halloween, tematem sesji nie był żaden pomysł na  upiorne zdjęcie z Lenką. Z nami starymi to co innego. Nie trzeba nawet dużo zmieniać, żeby uzyskać upiorny efekt. Oczywiście żartuję sobie. Musiałem zrobić sobie zdjęcie do pracy i przy okazji jak już wszystko rozstawiłem, zrobiłem klika fotek Lence. Znów się potwierdziło, że rośnie mi Top Modelka w domu. Po obejrzeniu zdjęć stwierdziłem, że trzeba je trochę przerobić 😉 Te studyjne są ok, ale ja chcę trochę fantazji w moich zdjęciach. A przy dziecku, to się wręcz prosi. Do przeróbki pierwszego zdjęcia wykorzystałem swoje zdjęcia z wypraw w góry. Reszta zdjęcia, to długie siedzenie przy kompie. Efekt mi się podoba i mam nadzieję że Wam też.

GS 2014

Poniżej inne zdjęcia z tej sesji. Mam zamiar też je przerobić. Jeśli macie jakieś pomysły do zamieszczonych fotek, to proszę o sugestie. Nie usuwałem dywanu i części softboxa. Są wprost z aparatu.

GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014

Ptolemeusz 2014

W dniu 05 października w Kaliszu odbył się 34 międzynarodowy bieg Ptolemeusza na dystansie 10 km. Wstyd się przyznać, ale był to mój pierwszy start w tym biegu. Tak wyszło. Zaczynaliśmy z Piotrem od maratonu w Poznaniu 😉 Mniejsze dystanse nas nie interesowały.

GS 2014

Jak da się ostatnio zauważyć bieganie stało się bardzo popularne. Z tego też powodu, na starcie stanęło prawie tysiąc zawodników. Ponad 2x więcej niż przed rokiem. Bardzo mnie to cieszy. Był to bieg wyjątkowy z uwagi na uczestników. Oprócz stałej ekipy, czyli dwóch Piotrków, pobiegł tez mój Teść Marek i kumpel ze Szczecina Darek. Jednym słowem impreza biegowa. Bieganie w tym przypadku przyczyniło się do spotkania.

GS 2014

Pogoda była świetna. Było wręcz ciepło jak na październik. Trasa to dwie pętle Częstochowską, Nowym Światem, Górnośląską i Alejami Wolności. Problem w biegu stanowi dwukrotny podbieg Górnośląską od Rogatki do Wieży Ciśnień. Prawie każdy z nas był przeziębiony, więc nie oczekiwaliśmy dobrych wyników. Jednak po biegu wszyscy powinni być zadowoleni. Wyniki można zobaczyć na oficjalnej stronie biegu. Zapiszcie się na 2015 rok i do zobaczenia na linii startu. Przede mną i Piotrem jeszcze jeden bieg w tym roku – Maraton Poznański w tą niedziele.

GS 2014GS 2014GS 2014Dla zainteresowanych poniżej znajduje się firm zrobiony przez „Fakty Kaliskie”. Źródło youtube.com

Lenka – wspomnienie lata

Rośnie mi mała modelka. Mam szczęście, bo Lenka jest zainteresowana robieniem zdjęć. Oczywiście szans żeby ustała w jednym miejscu nie ma żadnych. Do tego z uporem maniaka podaje mi lampę błyskową. Pewnie się boi że o niej zapomnę. Tak więc jak już wszystko przygotuje, to Lenka przynosi mi lampę i potem pozuje, a zostaje z palem w nocniku. Czasami udaje mi się coś pstryknąć, zanim muszę ustawiać wszystko od nowa. Taka była krótka sesja w Parku Przyjaźni w Kaliszu. Czasu było bardzo mało. Podjechaliśmy rowerem i zrobiliśmy kilka fotek; poniżej:
GS 2014
GS 2014Najbardziej mi zależy na złapaniu tego, co sam przeżyłem będąc dzieckiem. Chodzi o czas jaki spędzałem na wsi u dziadków. To były beztroskie czasy i wszystko było takie ciekawe i bez tych zakazów, które obowiązują w mieście. Żadnego tego nie, nie ubrudź się itd. Lence też się podoba na wsi. a ja staram się to złapać na zdjęciach. Mam nadzieję, że uda się zrobić dużo lepsze zdjęcia, jak już będzie można swobodnie pogadać z Lenką. Może się mylę, bo może zacznie świadomie pozować i efekt dziecięcego zainteresowania zniknie. Najważniejsze to robić te zdjęcia, bo ja takich nie ma a czas leci tak szybko. Poniżej kilka zdjęć z „mojej” wsi.
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014

Róże

Tym razem w moim doświadczeniu fotograficznym miałem możliwość zmierzenia się z fotografią kwiatów. Nie do końca to makrofotografia i dobrze, bo nie dysponuje jeszcze odpowiednim sprzętem do tego rodzaju zdjęć. Na szczęście mój Tamron łapał ostrość od wystarczającej odległości. Gdybym potrzebował więcej szczegółów albo zbliżeń, to mam w zanadrzu rosyjski sprzęt nawet z mieszkiem do makro. Światło też nie było super, ale lampą mógłbym jeszcze bardziej namieszać, bo prześwietliłaby pewnie jaśniejsze płatki. Zostało naturalne oświetlenie plus blenda. Czasu było bardzo mało, a odmian róż sporo. Część robiłem specjalnie do obróbki w HDR. Efekt końcowy oceńcie sami.
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014

Lenka i Nicola

Niedziela. Ładna pogoda. Trzeba to wykorzystać. Zabieram Lenkę do parku. Jedziemy oczywiście rowerem 😉 Jak zwykle tacham ze sobą aparat z nadzieją, że uda mi się utrwalić małą. Zwłaszcza, że teraz bardzo szybko się zmienia. To jest nie lada wyzwanie przekonać Lenę do pozowania. Ale nie jest źle. Pokazuje jej drzewo. Pełne zainteresowanie. Nawet chce pozować. Nie ma na co czekać. Zaraz jej się odwidzi.

GS 2014

Nagle wśród przechodniów poznaję znajomych. Nawet nie wiedziałem, że są w Kaliszu. Są w parku na spacerze z małą Nicolą. A to fuks. Biegam za nimi żeby uchwycić kilka fajnych momentów na zdjęciach. Udaje się. Część fotek poniżej.

GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014

VI (Ultra)Maraton Karkonoski

Piątek 01-08-2014 r. Koniec pracy. Teraz szybko coś zjeść i jedziemy. Tym razem tylko w dwójkę (ja i Piotr – Samuraj). O 21 jesteśmy w Szklarskiej. 18 stopni i mżawka. Odbieramy pakiety. Pytam o pogodę na sobotę. Ma być słonecznie i 25 stopni. O 14 przewidują burzę. Mamy do pokonania 46,7 km ze Szklarskiej spod wyciągu na szczyt Śnieżki i z powrotem. Zjeżdżamy kawałek na bezpłatny parkin. kilka ekip już jest. Rozkładamy śpiwory, kolacja i w kimę.

Ranek jest pochmurny. Robię śniadanie. Załatwiamy nasze potrzeby i idziemy na start.
GS 2014

Tam już cała masa świrów. Wybija 8:30. Ruszamy. Początek to podbieg 6,5 km do Śnieżnych Kotłów z limitem czasu 1:20 h. Poniżej profil całej trasy.

GS 2014Biegniemy wzdłuż wyciągu. Potem skręcamy na szutrową ścieżkę. Dalej zaczyna się szlak turystyczny. Tu już nie biegniemy. Pierwszy bufet. Piję wodę i dalej w górę. Nie można odpuszczać, bo czas leci. Słyszę, jak chłopaki, którzy łamią 3h w maratonie zaczynają narzekać, a to dopiero początek.
GS 2014Docieram do Śnieżnych Kotłów. Wieje zimny wiatr. Chłodno. Biegnę. Teraz zaczyna się zbieg po kamieniach. Mimo, że są równo poukładane, część się chybocze. Jeszcze trochę i wbiegamy na (szok) asfalt. Do tego nadal się zbiega. Tu można trochę nadrobić. Śmigam, ale ze świadomością, że energia będzie mi jeszcze potrzebna na powrót. Docieram do następnego  bufetu. Kilka kubków i podejście. Trasa niby jest dość płaska, ale problem stanowią te cholerne wystające kamienie. Każdy inny i ułożony w inną stronę. Co chwile się ktoś o nie potyka. Trzeba mieć doświadczenie żeby po tym biec. Ja na przemian idę i biegnę. Ciężko. Słabo to widzę.
GS 2014W oddali pojawia się Śnieżka. Ja pierdziele, jak to daleko. Wciągam kolejnego żela. Dopada mnie moje przekleństwo. Zaczyna mnie ściskać. W głowie mam tylko jedną myśl; dotrzeć do schroniska przed Śnieżką. Niestety nie mogę biec tak jakbym chciał. Przy schronisku spotykam Piotra. Już wraca ze szczytu. Nieźle. Wpadam do środka. Przed kiblem siedzi gościu i bez kasy mnie nie wpuści. Co za wiocha. To że biorę udział w biegu nie ma znaczenia. Kurwa! Muszę ściągać plecak i szukać 2 PLN. Mam. Wchodzę. Załatwiam co trzeba i w drogę. Teraz to zupełnie co innego. Wyprzedam innych na podejściu. Między łańcuchami jest pełno turystów, którzy utrudniają dotarcie do szczytu. Jest. Wreszcie! Zatrzymuje się na  chwilę. Zjadam coś i zastanawiam się, czy się wyrobię. Do tego czuje kolano.

No nic. Innej możliwości nie ma trzeba wrócić do samochodu, a to najszybsza droga 😉 Muszę dać radę. Zbiegam. Wyprzedam innych więc nie jest tak źle. Przy schronisku wypijam kilka kubków i uzupełniam camelbak. Puki jest dobra nawierzchnia muszę biec. Na płaskich odcinkach nadrabiam. Znów te kamienie. Istny tor przeszkód. Mijam górą Mały i Wielki Staw. Klika razy wykręcam kostkę. Na szczęście robię krótkie kroki i zdążam kontować drugą nogą. Jeb. Przywaliłem paluchem w kamień. Za mało podniosłem stopę a on ani drgnął. Całą nogę do palucha aż do biodra przeszył ból niczym porażenie prądem. Stop! To ma być przyjemność, a nie samookaleczenie. Jestem słaby. Zjadam kolejnego „dopalacza” i ostrożniej przesuwam się naprzód. Docieram do punktu kontrolnego i asfaltu. Tu pobiegnę. Ciężko.
GS 2014Nogi sztywne, ale biegnę. Znów odrabiam straty. Po chwili kończy się zbieg i zaczyna się podejście pod Wielki Szyszak. Nie da się tu biec. Niektórzy mają problemy z podejściem. W oddali majaczy stacja przekaźnikowa przy Śnieżnych Kotłach. Przez to podejście wypiłem cały zapas wody. Słońce pali przez cały czas. Jest gorąco. Jeszcze wejście po kamlotach i jesteśmy. Trzeba biec. Zmieszczę się w limicie, tylko muszę biec. Biegnij. Obolałe i sztywne nogi podrywają się. Biegnę. Znów wyprzedam. Czyli jest zapas. Zbieg do ostatniego bufetu to istne przekleństwo. Stromo i kamienne stopnie. Po 40 km w nogach to jest wyzwanie żeby po tym zbiegać. Zaciskam zęby. Przecież im szybciej to pokonam, tym szybciej skończy się ta walka. Docieram do bufetu. Wypijam 5 kubków wody i izotonika. Jeszcze zapas do camelbaka. Dziewczyna polewa mi kark wodą. To jest to! Jest moc! Nagle ktoś się przewraca. Facet wstaje i bluźni, że nie ma siły. Dziewczyna, która polała mi kark, nagle krzyczy że ktoś padł kilka metrów za bufetem. Leży. Podnosi rękę i  pokazuje że wszystko OK. Ruszam. Po drodze mijam jeszcze kilka osób na ziemi. Jedzą żele i czekają na powrót odrobiny siły. Pytam czy potrzebują pomocy. Nie tylko czasu na odpoczynek. Na szczęście to blisko punktu więc są bezpieczni. Zaczynam finisz. Już tylko 5 km. Mocy przybywaj. Mam zapas, który teraz mogę wykorzystać. Powoli biegnę coraz szybciej. Nogi, jak tłoki w silniku Titanica, zaczynają przyspieszać. W oddali pojawia się zawodnik. Dawaj! Goń go! Przyspieszam. Jest. Teraz kolejny. I jeszcze kilku.
GS 2014Ostatniego dopadam  kilka metrów przed metą. Koniec. Cel osiągnięty. Zasłużony medal i radocha z satysfakcją.

Poprawiłem czas z Maratonu Gór Stołowych o ponad 1h. Oczywiście tu było o 3 km krócej, ale czy łatwiej. Nie sądzę. Wolę biegać po leśnych ścieżkach niż po kamieniach. Na mecie czeka Piotr. Wciągamy makaron z sosem odpoczywamy i wracamy do samochodu żeby się chwilę wyciągnąć. Wieczorem jeszcze piwko. „Cała” Szklarska chodzi w koszulkach z maratonu.