Ultramaraton Gór Stołowych 2014

Nadszedł czas, żeby się sprawdzić w jednym z najtrudniejszych biegów górskich w Polsce. Przyjechaliśmy do Pasterki w czwartek w nocy. Piątek był dniem na odpoczynek, aklimatyzację oraz przygotowanie psychiki do walki z 50 km po górach. Suma przewyższeń przekracza 4 tys. metrów.
GS 2014
Trasa prowadzi od Pasterki (schronisko) na Czeską stronę Gór Stołowych. Na trasie jest kilka wąskich przejść między skałami. Oczywiście tworzą się tam zatory. Pętla wraca do Schroniska na 28 km. Po drodze zalicza się dwa bufety a właściwie jeden tyle że dwa razy. Potem czeka zajebisty zbieg (najniższy punkt trasy), żeby zaraz zmierzyć się z przewyższeniem pod sam Szczeliniec. Po pokonaniu tego odcinka zostaje jeszcze 16 km do Błędnych Skał i z powrotem do Szczelińca. Meta jest na szczycie, ale żeby tam się dostać trzeba jeszcze pokonać ponad sześćset stopni.

Mój plan na ten bieg był bardzo prosty; zmieścić się w limicie i dotrzeć do mety. Postanowiłem biec wolno ale zrobić zapas na 2 pierwszych bufetach. Na każdy był limit po 2h przy dystansie 18 km. Niby pikuś, ale pojawiły się tu zatory i czas uciekał. Do pasterki limit wynosił 5 godzin. Miałem jeszcze sporo zapasu. To już 29 km. Tu już wybiera psychę, bo słychać komentatora na Szczelińcu, a do miejsca noclegowego jest bardzo blisko. Trzeba coś zjeść, uzupełnić płyny i ruszać dalej. Po krótkim odcinku polem zaczyna się ostry zbieg. Choć za bardzo nie da się tam biec.
GS 2014
Bardzo stromo i ślisko. Tu już się nie nadrobi. Przed podejściem jest płaski odcinek. Tu mam siłę i biegnę. Podejście mimo stromizny i zmęczenia idzie mi nieźle. Tu ludzie wymiękają. Siadają na kamieniach, stoją i łapią oddech. Przy końcówce grupa GOPR zabezpiecza uczestników. Kawałek asfaltem gdzie można podbiec i znów w górę pod Szczeliniec. Potem zejście na parkin i kolejny bufet. Tu się opiłem, że nie mogłem się poderwać do biegu. Znów słychać komentatora na szczycie. Tak blisko… Parędziesiąt metrów. Trzeba znaleźć motywację, żeby biec dalej w stronę Błędnych Skał. Na górze jest ostatni bufet.
GS 2014
Wiem, że już uda mi się zrealizować cel. Po zejściu na asfalt mam zapas mocy. Jestem zaskoczony. Biegnę drogą, wyprzedzając uczestników. Wbiegam do Karłowa. Wszyscy kibicują. Już widzę schody. Wbiegam po 2 – 3 stopnie na raz. Ci którzy schodzą dopingują. Daje to kopa. Zwłaszcza, że na szczycie czeka odpoczynek i piwo. Woda w cmelbagu się skończyła parę kilometrów wcześniej. Na metę wpadam z czasem 8:25. Żadna rewelacja, ale taki był plan.

Atmosfera i specyfika biegu zupełnie inne niż biegi klasyczne po asfalcie. Polecam!

Na koniec fajna relacja z biegu znaleziona na YT.