Silesia Adventure Race 2016

Tekst: Ola

Od zawsze starałam się aktywnie spędzać wolny czas. Bieganie, pływanie, jazda na rowerze. Dlaczego tego wszystkiego nie połączyć?

Razem z kumplem Michałem od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się nad wzięciem udziału w rajdzie przygodowym. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego i przy okazji dobrze się bawić.  Przeglądając różne strony dotyczące tego rodzaju imprez, natrafiliśmy na Silesia Adventure Race,  rajd w którym można było dokonać wyboru jednej z 4 rywalizacji: Extreme na 150 km, Open na 80 km, rower na 60 km i trekking na 30 km. Wybraliśmy Open na 80 km, bo był to rajd najbardziej urozmaicony (poza bieganiem, jazdą na rowerze można było spróbować swoich sił w kajakarstwie i orientacji w terenie) i polecany dla osób, które chciałyby rozpocząć przygodę z rajdami.

GSAR2016-Mapa

Przyjechaliśmy do Kuźni Raciborskiej w piątek wieczorem. Podczas odbioru  pakietów startowych zostaliśmy poproszeni o rzut kostką. Wypadła jedynka. Pani odnotowała ten fakt, kreśląc flamastrem znaczek „x” na ręku Michała.

Rano odbyła się odprawa. Zostaliśmy poinformowani o zasadach rajdu oraz dowiedzieliśmy się, że osoby które nie mają znaku na ręku biorą udział w tzw. Prologu. Celem prologu było odnalezienie w jednym z 4 wyznaczonych punktów mapy właściwej dla danej konkurencji i odnalezienia wszystkich wskazanych tam miejsc, aby docelowo otrzymać już mapę która miała nam  posłużyć na resztę naszej trasy.
GSAR2016

Start godzina 9. Prolog zaliczony. Rozpoczynamy naszą wyprawę od jazdy rowerem. Na tej trasie kolejność zaliczana punktów wyznaczonych na mapie jest obowiązkowa. W punkcie nr 1 tracimy najwięcej czasu. Szukamy miejsca wyznaczonego na mapie nie na tym skrzyżowaniu przecinek co trzeba. No cóż, to przecież dopiero początki naszej przygody z rajdami… GSAR2016-LasZa to kolejny cel – budowę hydrologiczną znajdujemy bez żadnych problemów.
GSAR2016-Las2Zadowoleni wyruszamy do kolejnego odległego stanowiska nr 3 – miejsca gdzie mamy odszukać drzewo na zachód od skrzyżowania dróg. Tracimy tu niestety trochę czasu, bo przejeżdżamy jedną ścieżkę za daleko i musimy zawrócić. Kolejny punkt odznaczony na naszej karcie, więc teraz jedziemy już do stanicy kajakowej „ Aktywni Rybnik”, gdzie czekają dla nas przygotowane kajaki. Pogodna jest cudna, więc z wielką przyjemnością wsiadamy do kajaka „na podbój” rzeki Rudy. Rzeczka jest wąska, płytka i bardzo meandruje. Mnóstwo tu poprzewracanych konarów drzew, które stanowią naturalne przeszkody na trasie naszego spływu. Postanawiamy trochę nadgonić stracony w punkcie pierwszym czas i wiosłujemy z wielkim zapałem. O dziwo, chociaż nigdy nie mieliśmy okazji pływać wspólnie w jednym kajaku,  wychodzi to nam niemalże doskonale. Jedynie w jednym miejscu natrafiamy na przewrócone drzewo na którym nasz kajak się zawiesza i przez chwile kręcimy się w kółko. Udaje nam się jednak bez zamoczenia pokonać tą przeszkodę i właściwie już bez większych trudności płyniemy do pomostu.
GSAR2016-KajakTu wysiadamy, przebieramy się, posilamy i rozpoczynamy trekking. Nadal planujemy nadgonić stracony czas. Staramy się cały czas biec. Naszym kolejnym punktem jest drzewo znajdujące się przy moście kolejowym (to miejsce znajdujemy bez problemów).
GSAR2016-PrzepakNastępny punkt – stacja kolei wąskotorowej, gdzie mamy do wykonania zadanie specjalne – przejazd drezyną. Szybko wykonujemy zadanie i ruszamy dalej. Szkoda, że musimy się spieszyć, bo miejsce to jest bardzo urocze. Mamy wrażenie jakby czas się tu zatrzymał. Z chęcią byśmy tu chwilę posiedzieli, aby dłużej nacieszyć się atmosferą tego miejsca. Niestety, czasu brak…
GSAR2016-KolejkaMusimy jak najszybciej zaliczyć kolejne punkty wyznaczone na mapie. Następnym z nich jest punkt nr 8, przecięcie strumienia przez drogę. Z odnalezieniem tego miejsca nie mamy większego kłopotu. Problem pojawia się przy odnalezieniu kolejnego stanowiska – drzewa na zachód od skrzyżowania dróg. Na tym odcinku trasy błądzimy, idziemy przecinkę lub dwie za daleko, musimy zawracać. Znowu tracimy sporo cennego czasu. Trudności mamy również przy odnalezieniu zakrętu rzeki. Tym razem skręcamy za wcześnie w las i musimy przedzierać się przez krzaki i zarośla aby dotrzeć do rzeki. Zakoli tu mnóstwo. Na szczęście z gps-u wynika, że meander który mamy odnaleźć ma charakterystyczny kształt, więc już wiemy w jakim kierunku rzeki podążać. Drzewo przy zakolu rzeki odnalezione, wracamy zatem do stanicy kajakowej, aby odebrać nasze rowery i wyruszyć w kolejną, tym razem nieco dłuższą, trasę rowerową.
GSAR2016-RowerZaczynamy kolejny etap naszej wyprawy. Jedziemy szybko, odnajdujemy bez komplikacji drzewo na wschód od ambony i dalej w energicznym tempie kontynuujemy naszą podróż. Za bardzo się rozpędziliśmy i minęliśmy ścieżkę, która prowadziła nas do kolejnego punktu wyznaczonego na mapie. Zawracamy, nadrabiamy drogi. Powoli zaczyna zmierzchać. Spotykamy tu parę, Darka i Alicję, z którymi kontynuujemy naszą wyprawę rowerem. Oni również mieli kłopoty z odnalezieniem tego miejsca. Jedziemy teraz w czwórkę, szukając kolejnej stacji, ambony znajdującej się na szczycie górki. Błądzimy, klika razy wjeżdżamy nie w tą ścieżkę co trzeba. W końcu odnajdujemy nasz cel i pomimo zmęczenia wchodzimy na szczyt górki, aby móc z ambony podziwiać panoramę okolicy. Szkoda że nie udało nam się tu dotrzeć wcześniej, bo widoczność przy panującym zmierzchu jest już niestety słaba.
GSAR2016-Ambona

Ruszamy dalej, aby zdobywać kolejne punkty. Znalezienie drzewa na szczycie górki okazuje się najtrudniejszym wyzwaniem na całej trasie rajdu. Mapy które otrzymaliśmy od organizatorów są sprzed 10 lat. Wiele się zmieniło, niektóre ścieżki zarosły, pojawiły się nowe przecinki. Michał z Darkiem porównują mapę z gps-em. Krążymy po okolicy. W końcu jesteśmy w miejscu, w którym, według naszej, wiedzy drzewo powinno się znajdować. Szukamy punktu głęboko w lesie, ale dalej nic. Jeszcze raz wsiadamy na rowery, jedziemy dalej, ale stwierdzamy, że za bardzo się oddalamy. Wracamy w to samo miejsce. Spotykamy tu koleją parę i teraz już w szóstkę chodzimy po lesie w poszukiwaniu drzewa na szczycie górki. Jest! Udało się! Punkt zdobyty. Jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi, cieszymy się jak dzieci. Teraz ze spokojnym sumieniem możemy ruszać dalej, najpierw do drewnianego schronienia dla myśliwych znajdującego się przy wschodniej stronie jeziorka, a następnie do bazy zawodów, aby przebrać się i posilić.

Wychodzimy z bazy zawodów wraz z Darkiem i Alicją około godziny 21. To już nas ostatni etap rajdu, trekking (nocą ;-). Tu kolejność zdobycia punktów nie jest obowiązkowa. Zaczynamy od pozycji 24 – skrzyżowania rowów. Wchodzimy w las nie od tej strony co trzeba i z niemałym trudem odnajdujemy nasz cel. Czujemy się lekko znużeni, rozmowy powoli milkną. Nasi kompani rezygnują z dalszej trasy. Planują jedynie dotrzeć do punktu z zadaniami specjalnymi i wrócić do bazy. My nie poddajemy się.

Zmierzamy do kolejnego punktu.  Biegniemy, co chwila wpadając w błoto i kałuże. Mamy wrażenie, że zaliczenie tego odcinka rajdu zajmuje nam wieki. Pomimo, że znaleźliśmy kolejny lampion, czuję lekkie zniechęcenie i odczuwam wewnętrzny niepokój. Przecież znajdujemy się w nocy w ciemnym lesie… Michał chyba to wyczuwa, biorę się  więc w garść i w szybkim tempie docieramy do naszego kolejnego punktu – ruin dywizjonu rakietowego.
GSAR2016-NocTu musimy wykonać dwa zadania specjalne do wyboru. Michał wybiera wspinaczkę po ścianie za pomocą małp (przyrząd zaciskowy), a ja wejście po drabince na drzewo i przejście  po linie na wysokości do oddalonego o parę ładnych metrów ruin budynku. Mój przyjaciel wykonuje zadanie szybko i bez problemów. Ja czuję strach, ale nie odpuszczam. Wspinam się do góry dość sprawnie, a następnie, trzymając się górnej liny, powoli, krok po kroku przesuwam się, aby przejść na drugą stronę. Ufff… Docieram do celu. Lekko trzęsą mi się nogi i odczuwam silny ból w nadgarstkach, ale czuję się szczęśliwa. W chwili gdy chcemy już wyruszać, aby zdobyć kolejny cel, przypomina nam się, że musimy jeszcze odnaleźć w okolicy cztery kolejne miejsca zaznaczone na dodatkowej kartce. Zupełnie o tym zapomnieliśmy. Przed chwilą byliśmy zadowoleni, a teraz przeżywamy chwilę zwątpienia. Mamy dziwne wrażenie jakbyśmy stanęli w miejscu i wcale nie zbliżali się  do mety naszego rajdu.  Mobilizujemy się jednak i szybko odnajdujemy w ruinach bunkrów wszystkie cztery dodatkowe lampiony.

Jest już sporo po północy. Według naszych wyliczeń mieliśmy być w bazie około 3 nad ranem, ale wykonanie zadań specjalnych i odnalezienie dodatkowych miejsc zajęło nam zbyt dużo czasu. Staje się to zatem niewykonalne. Chcemy więc trochę przyspieszyć. Wybiegamy z lasu, mijamy zabudowania i kierując się w stronę rzeki odnajdujemy drzewo znajdujące się w pobliżu słupa wysokiego napięcia. Ten punkt odnajdujemy szybko. Czujemy się podbudowani. Znowu mamy chęć do walki. I walczymy dalej. Teraz musimy przedostać się na drugą stronę rzeczki, aby dotrzeć do przewróconej brzozy. Na mapie mostek nie jest zaznaczony, co nas trochę martwi, ale, na nasze szczęście, zaraz go odnajdujemy. Szukając dojścia do wyżej wymienionego punktu nagle zaczynamy się zastanawiać po co chodzimy wyznaczonymi drogami i ścieżkami zamiast chodzić na skróty.

Zaczynamy biec na przełaj przez pole i okazuje się, że dzięki tej decyzji skracamy drogę o 2-3 km. Dopiero w tym momencie poczuliśmy istotę rajdu. Ten pomysł, to spontaniczne działanie dodaje nam ogromnej energii do pokonania reszty naszej trasy. Wszystko teraz idzie sprawnie. Lampion przy korzeniu brzozy odnajdujemy bez kłopotu. Kolejny punkt przy mostku również. Skracamy teraz drogę najbardziej jak tylko możemy. Przechodzimy przez tory kolejowe aby znaleźć już ostatni lampion, który znajduje się na płocie ogradzającym młodniak. Kilkanaście metrów idziemy leśną ścieżką w głąb lasu. Szybko jednak orientujemy się, że zmierzamy nie w tym kierunku. Zawracamy i przedzierając się pomiędzy drzewami, odnajdujemy nasz ostatni punkt. Tu, o godzinie 3 nad ranem spotykamy drużynę z rajdu Extreme. To chyba jest również ich ostatni etap.
GSAR2016-End

Teraz pozostaje tylko dotrzeć do bazy zawodów. Idziemy na skróty przez gęsty las, aby jak najszybciej dotrzeć do drogi asfaltowej. Zostało nam do przebycia tylko parę kilometrów. Wysoki poziom adrenaliny i myśl, że jesteśmy już tak blisko celu wyzwala w nas taką dy energię, że resztę trasy pokonujemy biegnąc sprintem. Ostatecznie odmeldowujemy się ma mecie o 3:42 nad ranem. Wcale nie czujemy zmęczenia. Jesteśmy szczęśliwi. Dla takich chwil warto żyć. 

Ptolemeusz 2014

W dniu 05 października w Kaliszu odbył się 34 międzynarodowy bieg Ptolemeusza na dystansie 10 km. Wstyd się przyznać, ale był to mój pierwszy start w tym biegu. Tak wyszło. Zaczynaliśmy z Piotrem od maratonu w Poznaniu 😉 Mniejsze dystanse nas nie interesowały.

GS 2014

Jak da się ostatnio zauważyć bieganie stało się bardzo popularne. Z tego też powodu, na starcie stanęło prawie tysiąc zawodników. Ponad 2x więcej niż przed rokiem. Bardzo mnie to cieszy. Był to bieg wyjątkowy z uwagi na uczestników. Oprócz stałej ekipy, czyli dwóch Piotrków, pobiegł tez mój Teść Marek i kumpel ze Szczecina Darek. Jednym słowem impreza biegowa. Bieganie w tym przypadku przyczyniło się do spotkania.

GS 2014

Pogoda była świetna. Było wręcz ciepło jak na październik. Trasa to dwie pętle Częstochowską, Nowym Światem, Górnośląską i Alejami Wolności. Problem w biegu stanowi dwukrotny podbieg Górnośląską od Rogatki do Wieży Ciśnień. Prawie każdy z nas był przeziębiony, więc nie oczekiwaliśmy dobrych wyników. Jednak po biegu wszyscy powinni być zadowoleni. Wyniki można zobaczyć na oficjalnej stronie biegu. Zapiszcie się na 2015 rok i do zobaczenia na linii startu. Przede mną i Piotrem jeszcze jeden bieg w tym roku – Maraton Poznański w tą niedziele.

GS 2014GS 2014GS 2014Dla zainteresowanych poniżej znajduje się firm zrobiony przez „Fakty Kaliskie”. Źródło youtube.com

Slow Motion Running

Jestem pełen podziwu i uznania dla ludzi, którzy stworzyli alternatywne oprogramowanie dla aparatów marki Canon pod nazwą Magic Lantern. Całe oprogramowanie ładuje się ze specjalnie przygotowanej bootowalnej karty pamięci. Standardowe menu aparatu pozostanie bez zmian. Natomiast to, co dają możliwości Magic Lantern to kosmos. Dzięki niemu mamy kontrole nad wszystkimi funkcjami aparatu a do tego aktywujemy dodatkowe dostępne tylko w droższych modelach lub w produktach dla profesjonalistów. Można nagrywać filmy HD w formacie 14 bit RAW. Podnosić ilość klatek w filmie FPS. Takie bajery mają profesjonalne kamery. Do tego cała masa opcji przy fotografowaniu. Detekcja ruchu, intervalometr do timelapse  itd. Poczytajcie o tych możliwościach na ich stronie.

Mnie najbardziej zainteresowała możliwość nagrywania filmów w formacie RAW. Mam Canona 60D. Tu jest problem z przepustowością miedzy buforem i kartą SD. Maksymalnie można uzyskać 21 MB/s. Kupno szybkiej karty nic nie da bo to kwestia hardware aparatu. Na szczęście 60D ma spory bufor i to daje zapas. Teraz chłopaki dobrali się do dodatkowej pamięci w aparacie. To wszystko i tak mało, bo pozwala na zapis krótkich ujęć (od 10-20 sek) w zależności od rozdzielczości i FPS. Ale i tak się opłaca.

Nie chcę zanudzać. Jeśli ktoś jest zainteresowany, niech piszę. Odpowiem.

Ja ostatnio sprawdziłem co mogę wycisnąć z mojego Canona. Postanowiłem nagrać ujecie mojego biegu i zwolnić. Rozdzielczość 1280×544. Udało mi się wycisnąć 53,71 fps dla 14 bit RAW. Uważam że nieźle. Film mocno zwolniłem. No jak to w próbach, jest sporo błędów. Aby uzyskać krótki czas naświetlania podniosłem sporo ISO. Pojawił się szum. Do tego nie dobrałem dobrego tła i widać niedociągnięcia zwłaszcza przy ruchu nóg. No ale film pokazał mi jak sporo mam tłuszczyku i jak skręcam kostki itd. Zresztą film poniżej…

Ultramaraton Gór Stołowych 2014

Nadszedł czas, żeby się sprawdzić w jednym z najtrudniejszych biegów górskich w Polsce. Przyjechaliśmy do Pasterki w czwartek w nocy. Piątek był dniem na odpoczynek, aklimatyzację oraz przygotowanie psychiki do walki z 50 km po górach. Suma przewyższeń przekracza 4 tys. metrów.
GS 2014
Trasa prowadzi od Pasterki (schronisko) na Czeską stronę Gór Stołowych. Na trasie jest kilka wąskich przejść między skałami. Oczywiście tworzą się tam zatory. Pętla wraca do Schroniska na 28 km. Po drodze zalicza się dwa bufety a właściwie jeden tyle że dwa razy. Potem czeka zajebisty zbieg (najniższy punkt trasy), żeby zaraz zmierzyć się z przewyższeniem pod sam Szczeliniec. Po pokonaniu tego odcinka zostaje jeszcze 16 km do Błędnych Skał i z powrotem do Szczelińca. Meta jest na szczycie, ale żeby tam się dostać trzeba jeszcze pokonać ponad sześćset stopni.

Mój plan na ten bieg był bardzo prosty; zmieścić się w limicie i dotrzeć do mety. Postanowiłem biec wolno ale zrobić zapas na 2 pierwszych bufetach. Na każdy był limit po 2h przy dystansie 18 km. Niby pikuś, ale pojawiły się tu zatory i czas uciekał. Do pasterki limit wynosił 5 godzin. Miałem jeszcze sporo zapasu. To już 29 km. Tu już wybiera psychę, bo słychać komentatora na Szczelińcu, a do miejsca noclegowego jest bardzo blisko. Trzeba coś zjeść, uzupełnić płyny i ruszać dalej. Po krótkim odcinku polem zaczyna się ostry zbieg. Choć za bardzo nie da się tam biec.
GS 2014
Bardzo stromo i ślisko. Tu już się nie nadrobi. Przed podejściem jest płaski odcinek. Tu mam siłę i biegnę. Podejście mimo stromizny i zmęczenia idzie mi nieźle. Tu ludzie wymiękają. Siadają na kamieniach, stoją i łapią oddech. Przy końcówce grupa GOPR zabezpiecza uczestników. Kawałek asfaltem gdzie można podbiec i znów w górę pod Szczeliniec. Potem zejście na parkin i kolejny bufet. Tu się opiłem, że nie mogłem się poderwać do biegu. Znów słychać komentatora na szczycie. Tak blisko… Parędziesiąt metrów. Trzeba znaleźć motywację, żeby biec dalej w stronę Błędnych Skał. Na górze jest ostatni bufet.
GS 2014
Wiem, że już uda mi się zrealizować cel. Po zejściu na asfalt mam zapas mocy. Jestem zaskoczony. Biegnę drogą, wyprzedzając uczestników. Wbiegam do Karłowa. Wszyscy kibicują. Już widzę schody. Wbiegam po 2 – 3 stopnie na raz. Ci którzy schodzą dopingują. Daje to kopa. Zwłaszcza, że na szczycie czeka odpoczynek i piwo. Woda w cmelbagu się skończyła parę kilometrów wcześniej. Na metę wpadam z czasem 8:25. Żadna rewelacja, ale taki był plan.

Atmosfera i specyfika biegu zupełnie inne niż biegi klasyczne po asfalcie. Polecam!

Na koniec fajna relacja z biegu znaleziona na YT.

Trening w Górach

No i stało się… Zostały niecałe dwa tygodnie do Ultramaratonu Gór Stołowych. W tym roku miałem kiepskie możliwości na treningi przygotowujące na tą imprezę. A jest to mega wyzwanie. Trasa liczy 50 km i do tego po górskich szlakach. Więcej info na oficjalnej stronie www.maratongorstolowych.pl Znajdziecie tu wszelkie informacje o biegu wraz z mapą i profilem trasy.

GS 2014

Z chłopakami postanowiliśmy pojechać i zobaczyć z czym nam się przyjdzie zmierzyć. Przez dwa dni zrobiliśmy dwie trasy po 16 i 19 km. Oznacza to, że nie przebiegliśmy całej trasy. Jedno jest pewne, przynajmniej dla mnie; ciężko będzie ukończyć ten bieg. Ale nie ma się co poddawać. Trzeba próbować.

GS 2014

Pomijając powyższe to zupełnie inna bajka niż bieganie po płaskim terenie. Tu ważna jest strategia, orientacja w terenie, siła i silna motywacja żeby to przetrwać. Poza tym są piękne widoki i bardzo zróżnicowany teren (podbiegi i zbiegi), który może przyczynić się do powstania kontuzji.

GS 2014

Półmaraton Ślężański 2014

Mamy sezon 2014. Dla mnie początek roku nie był dobry. Przez nawracające przeziębienie (3x) nie mogłem normalnie trenować. Co poczułem się lepiej i zaczynałem biegać, znów pojawiał się duszący kaszel, gorączka itd. Najgorsza była flegma, która dosłownie mnie zatykała. Został tydzień do półmaratonu, a ja nadal zawalony. W piątek (dzień przed biegiem) zrobiłem 6 km, żeby zobaczyć na co mogę liczyć. Nie uzyskałem odpowiedzi. Wyjdzie podczas biegu.

Trasa Półmaratonu Ślężańskiego zaczyna się w Sobótce i otacza masyw Ślęży. Pierwsze 7 km to niewielki podbieg. Następne 2 km to już walka ze stromą przełęczą. Potem ostro w dół. Niestety pod koniec trasy są jeszcze 3 podbiegi. Ostatni kończy się kilometr przed metą. Ten ostatni podbieg daje ostro w kość. Na szczęście w tym roku pogoda dopisała. +19 i słońce. W zeszłym roku biegliśmy w mrozie -6 i silnym wietrze.

Sleza_profil

Sleza_profil

W tym roku nasza ekipa biegaczy była liczna i mocna. Poniżej fota zrobiona przed startem. Wszyscy zadowoleni i nastawieni na walkę! Ja ze swojej strony mogą napisać, że mimo braku treningów i przeziębienia jestem zadowolony z biegu. Choć nie wykręciłem super wyniku , to biegło mi się dobrze. W kwietniu kolejne wyzwanie – Maraton Łódzki. Tu już nie będzie tak łatwo, a czasu na trening bardzo mało.

Ślęża 2014

Więcej informacji o półmaratonie znajdziecie na oficjalnej stronie. Tam też są zamieszczone wyniki, relacje i wiele innych ciekawych informacji.

 

Półmaraton Św. Mikołajów

Ostatni bieg w tym roku. Miałem ochotę na niezły wynik. Zaraz po maratonie w Poznaniu zabrałem się do treningów. Podczas biegów treningowych miałem niezłe czasy. Pomyślałem, że jest szansa na pobicie rekordu z Ciechocinka 1:43. Biegłem sobie w nocy przez Panorama Park. Wracałem już do domu. było z górki. Jeszcze podciągnę tempo – pomyślałem. Z przeciwka jechał bus na długich. Przede mną pojawi się garb. Przeskoczyłem. Nagle czuje że stopa wylądowała na jakimś kamieniu. Kur….!! Co to? Nic nie widać. Łapie równowagę żeby nie zaliczyć gleby. Krach! Wpadłem na wyrwaną kostkę brukową. Zachowałem równowagę. Ok. co z kostką? Nie mogę zrobić kroku. Czekam. Trochę puściło. Biec się nie da. Idę. Też nie bardzo. Nie dzwonię po Kachę bo z Lenką jest. Powrót z Komunalnego (3 km) zajął mi 45 min. Kostka rozwalona. No to sobie zrobię życiówkę. Nie wiem czy pobiegnę. Dwa tygodnie do startu.

Po tygodniu smarowania końską maścią trochę ból zelżał.  W niedziele (08-12-2013) bieg. We wtorek test. Kiepsko. Boli. Zaciskam zęby. 6 km przebiegłem. Jeszcze bieg testowy w sobotę – 12 km. Jakoś wytrzymałem. Chyba się uda.

logo-transparentPółmaraton Świętych Mikołajów w Toruniu (http://biegmikolajow.pl/index.php/pl/) cieszy się coraz większą popularnością. W tym roku chętnych było więcej niż miejsc. 2x zwiększali ilość miejsc. W rezultacie było ponad 4 tys. Bieg zaczynał się na moście na Wiśle. Przez stare miasto a dalej lasem. Tak lasem po śniegu. Powiem tak. Pomysł i atmosfera super. Stado czerwonych mikołajów, zwłaszcza „mikołajek”  i innych przebierańców gna przez Toruń. Natomiast organizacja najgorsza z dotychczasowych imprez biegowych w jakich biegłem. Za mało toalet. Kolejki przez to ogromne. Tylko dwa punkty odżywcze na całej trasie. Woda zamarznięta. No i połowa trasy wąskimi drogami w lesie. Widziałem jedną karetkę na trasie. Gdyby komuś coś się stało w tym lesie to kaplica. Dosłownie. Ale dla mnie najgorszy był brak Toi Toi na trasie. Zaczęło mnie męczyć na 8 km. Pomyślałem, że przy punkcie żywieniowym, a już na pewno  przed lasem będą wystawione klopy. Punkt. Nic. Las. Widzę z daleka kibelek. Super! Tylko że zamknięty na kłódkę. Wytrzymałem jeszcze 3 km. Potem nic mnie nie interesowało. Byle krzaki i po męczarniach. Resztę załatwił śnieg. Czas kiepski ale dotarłem do mety mimo przerwy technicznej i kostki..

Poniżej filmik z tego biegu oraz link do fotek. Mimo wszystko polecam, bo pomysł bardzo fajny.

Filmy i zdjęcia