Fantasy

Udało mi się ostatnio zrobić sesje z moją modelką – Lenką 😉 Miałem też chwilę czasu, żeby zrobić ze zwykłego zdjęcia coś innego. Ostatnio Lenka jest na etapie wróżek, zamków itd. To było wyznacznikiem jaki ma być motyw obrazka. Potrzebne zdjęcia do zmontowania znalazłem w sieci, głównie na deviantart.com. Reszta to już zdobyta wiedza i masa tutoriali na youtube. Mam oczywiście zamiar zrobić więcej takich zdjęć i stworzyć kolekcję „Lenka Fantasy”. Efekt pierwszego obrazka możecie zobaczyć poniżej.

GS 2014

StopMotion

Pewnie pamiętacie z dzieciństwa bajki typu Miś Koralgol, Plastelinki, Miś Uszatek itd. Ich wspólną cechą była animacja poklatkowa (stop motion). Nie było komputerów, efektów specjalnych i tym podobnych udogodnień, z których dziś korzystają twórcy filmów i bajek. Jednak animacja poklatkowa wcale nie jest łatwą sprawą. Trzeba animować każdą klatkę osobno. Każdy ruch, każdy element w scenie. A w filmie jest 24 klatek na sekundę. Łatwo przemnożyć to przez długość filmu / bajki, żeby zdać sobie sprawę ile to roboty. Okazuje się, że Polacy są znów jednymi z najlepszych. Warto zobaczyć, co robi nasz SE-MA-FOR.

Sam postanowiłem sprawdzić jak to wygląda w praktyce. Kupiłem ludzika, któremu można zginać kończyny, obracać głowę itd. Poniżej dwa bardzo krótke filmiki, które zrobiłem w weekend. Stwierdzam, że po pierwsze jest to bardzo pracochłonne i dość trudne. Można też lączyć animację poklatkową z kompozycją w programch do edycji, dodawać efekty i tła. Możliwości jest bardzo dużo. Może coś wymyślę i zrobię 😉 Uważam jednak, że jak ktoś jest dobry w modelowaniu i animacji 3D, to łatwiej tam uzyskać realistyczne animację niż w animacji poklatkowej. Kiedyś jak nie było grafiki komputerowej, większość efektów powstawało właśnie w taki mozolny sposób; Terminator, Gwiezdne Wojny i wiele innych.

Jeśli kogoś interesuje taka zabawa, to piszcie. Pamiętajcie takie animacje można robić nawet za pomocą smartphona.

Johny Johny – Yes Papa

Lenka, jak każde dziecko lubi oglądać bajki. Podobają jej się zwłaszcza piosenki. Śpiewa, tańczy itd. Wpadłem więc na pomysł, że może zrobić z tego krótki filmik. Jedną piosenkę lubi szczególnie. Jest ona o małym chłopcu, który w nocy wykrada się do kuchni, żeby zajadać się cukrem. Tu bardziej trzeba tą rolę zagrać niż zaśpiewać. A Lenka chętna, więc nagrywamy. Poniżej filmik z naszym nagraniem i na końcu z oryginałem. Jak wyszło; zobaczcie. Ja mam aktorkę do dalszych produkcji 😉

Sin City

Niesamowite jak bardzo technika się zmieniła. To co kiedyś było zarezerwowane dla hollywoodzkiej superprodukcji, dziś dostępne jest dla zwykłego śmiertelnika. Oczywiście w sensie dostępnych narzędzi i mocy obliczeniowej. Nadal wymagana jest wiedza, doświadczenie i pojęcie o fotografii, filmie i montażu.

Namówiłem Kaśkę na mały test. Chciałem odtworzyć efekt z Sin City. Film ma fajny komiksowy klimat. Nie chodziło mi tylko o zasymulowanie pojedynczego koloru na czarno-białym tle. Zależało mi na umieszczeniu Kaśki w świecie Sin City. Nagrałem ujecie na tle greenbox przy naturalnym oświetleniu. Żeby dobrze wyizolować postać nagrałem materiał w RAW dzięki Magic Lantern. Dodałem widok miasta, niebo no i deszcz. Jasne. Ruch nie jest dopracowany, bo Kaska powinna faktycznie opierać się o barierkę. Bez tego na filmie widać, jak ręce pływają zamiast trzymać sztywno barierkę. Ale nie to było celem. Najważniejsze było sprawdzenie czy się da. Da się 😉 Teraz mogę robić różne rzeczy.

Zugspitze 2015

Dziewczyny wyjechały nad morze, więc ja miałem okazję wyrwać się na trochę w góry. W zeszłym roku nic się nie udało w tym zakresie zrobić. Tym razem wybraliśmy Zugspitze. Najwyższy szczyt Niemiec 2962 m npm. No i najbliższy. Z Kalisza to około 930 km przez Niemcy. Jasne. Można było pojechać w Słowackie Tatry, ale o tym szczycie już kiedyś myślałem i chciałem na niego wejść. Zebraliśmy nasze graty i wyjechaliśmy. Droga minęła spokojnie. Jedynie przez Monachium trzeba było się przebić do autostrady na Garmisch-Partenkirchen. Wieczorem dotarliśmy do darmowego parkingu pod kolejką na Alpspitze. Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać.
GS 2014Rano obudziło nas słońce. Super! Pakujemy się. Okazało się, że plecaki są, z resztą jak zwykle, za ciężkie. Nie ma bata. Trzeba coś z tym zrobić. Odpadły gary, butla z palnikiem, część żarcia i lustrzanka z osprzętem. Nagra się wszystko z komórki. Na nieszczęście okazało się, że nie działa ładowarka słoneczna. Kiepsko. Mam na szczęście drugą komórkę na wypadek, gdyby coś się stało. Ruszyliśmy. Plecaki wcale nie były jakieś dużo lżejsze. Lasem dotarliśmy do wejścia do parku. Opłata za osobę 4 EUR. Bardzo ładnie usytuowana knajpka skutecznie powstrzymywała turystów do dalszej wędrówki. GS 2014Przeszliśmy przełomem do doliny. Żadnych schronisk. Jedno co prawda było, ale w remoncie. Turystów też brak. Świetnie. Całe góry dla nas. Dotarliśmy do ściany. Tu rozdzielały się szlaki. Nasz prowadził via ferratą. Zaczęły się od drabinki. Ciekawe było również przejście po metalowych kółkach (na filmie widać, o co chodziło). Potem było niezabezpieczone podejście po skałkach. Wcale nie takiej proste, jak się później okazało. Dalej powitały nas kozice. Było ich pełno i wcale się nas nie bały.
GS 2014Koło godziny 16 dotarliśmy do lodowca. Na szczyt wejść i zejść nie zdążymy. Jeszcze z tymi ciężkimi plecakami. Mało prawdopodobne. Poza tym chcieliśmy spać w górach. Tylko gdzie? Same skały, kamienie i zajebiście stromo. Żadnego płaskiego miejsca na namioty. Trudno. Nie będziemy przecież wracać do doliny. Poszukaliśmy odpowiedniego miejsca i zaczęliśmy mozolną pracę z układaniem kamieni. Ponad godzinę próbowaliśmy wyrównać podłoże pod namioty. Na kamienie poszły karimaty, a na nie dopiero namioty. Efekt był zaskakujący. Wygodniej niż w samochodzie. Kolacja przy lodowcu i spać. Zasnęliśmy około 19. O 23 się obudziłem. Cisza. Tylko wiatr, spadając kamienie i kozice. Okazało się, że Piotr też nie śpi. Trochę pogadaliśmy, sikanie i spać. Udało się.
GS 2014Obudziliśmy się o szóstej rano. Spakowaliśmy namioty, śpiwory i pochowaliśmy wszystko między kamieniami. Teraz możemy ruszać na lekko. Pamiętałem z prognoz, że pogoda ma się załamać popołudniu. Ruszyliśmy. Lodowiec pokonaliśmy bez większych problemów. Było dość stromo. Dotarliśmy do Via ferraty. Zaczynała się znów drabinką. Trzeba było kawałek się wdrapać, zanim można było się wpiąć. Wspinaczka nie sprawiała większych problemów. Było jednak kawałek do szczytu. Wdrapaliśmy się. Obowiązkowe foty przy krzyżu. Oczywiście słychać było polski. Większość wjeżdża i zjeżdża kolejką. Idą do krzyża w klapkach żeby sobie zrobić fotkę. Zaczął prószyć śnieg. To oznaczało, że pogoda może się załamać wcześniej. Zeszliśmy do knajpy żeby się osuszyć i wypić piwo. Niestety nikt nie miał ładowarki. No bo, po co? Na wjazd i zjazd bateria starczy.
GS 2014
GS 2014Po krótkiej przerwie zebraliśmy szpej i zaczęliśmy schodzić. Zrobiło się zimno. Po drodze spotkaliśmy kilku wędrowców. Wszyscy zjadą kolejką. Tylko my schodziliśmy. Dotarliśmy do lodowca. Z oddali dobiegły nas grzmoty. Zaczęło padać. Trzeba było szybko zbiegać z otwartej przestrzeni. Udało się. Odnaleźliśmy nasze namioty. Przepakowaliśmy plecaki i w drogę. Zaczęła się ulewa. To co wcześniej było łatwą wspinaczką, teraz zamieniło się w walkę z potokiem wody na skałach i utrzymaniem równowagi. Woda lała się zewsząd i za diabła nie chciało zelżeć. Nie było innej drogi tylko w dół. Nie było tez opcji żeby w tych warunkach rozbić namioty. We mgle zamajaczyła pierwsza poręczówka via ferraty. Przypięci do niej byliśmy dużo bezpieczniejsi.  Woda lała się po drabince, ubezpieczeniach. Wpadała za kurtkę. Po jakimś czasie zeszliśmy do doliny. Jak na złość przestało padać, nawet chwilami pojawiało się słońce. o 19 dotarliśmy do wejścia do parku. Nie zapłaciliśmy za bilet. Za to kupiliśmy sobie po piwie. Znów zaczęło padać. Zeszliśmy do miasta. Jeszcze kawałek do parkingu. Nagle zeszły się burze i zaczęło walić. My na środku pustego pola. Przyspieszyliśmy i przed najgorszą ulewą dopadliśmy do samotnego samochodu na parkingu. Będziemy żyli. Rozłożyliśmy śpiwory i w kimę. Rano się wypogodziło. Wywiesiliśmy nasze mokre ciuchy, zjedliśmy śniadanie i w drogę do domu…
GS 2014

Ultramaraton Gór Stołowych 2015

Minął rok od poprzedniego startu w UGS. W zeszłym roku był to mój pierwszy bieg górski i pierwszy dłuższy dystans niż maraton. Tym razem mimo, że znałem trasę i wiedziałem czego się spodziewać, byłem gorzej przygotowany. Mniej biegałem. Prawie żadnych podbiegów czy długich wybiegań. Zakładałem, że będzie ciężko. Do tego nie miałem pakietu. Michał miał przepisać swój. Nie zdążył. Tak więc odebrałem jako On i pobiegłem za niego. To ważna informacja. Nie znajdziecie mnie na liście, a jego czas to mój. On pobiegłby dużo lepiej. Dzięki Michał!

Miało być ciepło. Bardzo ciepło. Zapowiadali 35 stopni. Dzień przed startem okazało się jeszcze, że przesunęli start z 9 na 11 ze względów bezpieczeństwa. To bezpieczeństwo, to jak zwykle Czesi, którzy zorganizowali zawody rowerowe w tym samym czasie. Oczywiście nie poinformowali o tym organizatorów UGS. No nic, czyli start w największy skwar! Ruszyliśmy. Początek fajny. Pierwszy bufet zaliczony. Koło 12 km zacząłem słabnąć. Za wcześnie zjedzone śniadanie i teraz deski. Przewróciłem się. Potem potknąłem i skręciłem kostkę. Na szczęście nadal mogłem biec. Postanowiłem zrobić przerwę i uzupełnić braki. Zjadłem żele i dopiłem Coli z wodą. Straciłem na to sporo czasu i wiedziałem, że to się zemści.Teraz mogłem biec. Próbowałem nadrabiać. Wiedziałem, że dalej będzie sporo pod górę. Drugi bufet. Znów uzupełniłem zapasy i w drogę. Kawałek asfaltem. Tu była patelania. Jak najszybciej do lasu. Potem długi zbieg i jeszcze dłuższe podejście. Dotarłem do Pasterki. Ludzie rezygnowali. Jeszcze był zapas, więc szybko ruszyłem dalej. Padło Endemondo. Włączyłem dopiero po 1-2 km. Nie wiedziałem już jak z czasem i dokładną ilością km. Pokonałem zejście i długie podejście pod Szczeliniec. Na czwartym bufecie byłem 10 min przed końcem limitu czasu. Wszyscy rezygnowali. Jak to? Nie mogę! Przecież jeszcze mogę biec i dam radę! Ruszyłem. Wiedziałem, że jak dam radę biec pod same Błędne Skały to może się uda i zdążę przed limitem. Tylko godzina czasu. Biegłem. Wspieraliśmy się z doświadczonym biegaczem. Potem odpuścił. Zostałem sam. Mijałem kolejne osoby. Podejście. Ciężo. Robiło się późno. Pytałem ile zostało. Mało. Na piątym bufecie byłem 2-3 min przed limitem. Już go składali. Została tylko woda. Uzupełniłem bukłak, zjadłem żela i w drogę. Miałem 1,5 h na 8 km, a w tym podejście 666 schodami pod Strzeliniec. Musiałem kalkulować czas na to podejście. Biegłem… Udało mi się do zejścia przed Karłowem. Tam były paskudne bale i po nich bałem się zbiegać. Dodatkowo po drodze przywaliłem w korzeń. Wiedziałem, że paznokcia już nie ma. Dotarłem do asfaltowej drogi. Tu już było fajnie. Ludzie kibicowali. To serio dodaje sił. Schody. Żeby teraz mnie skurcz nie złapał. Wszedłem bez problemów. Byłem na miecie 13 min przed limitem.

Jak ocenić ten bieg? Trudne pytanie. Czas gorszy niż rok wcześniej. Z drugiej strony, warunki były tragiczne. Wysoka temperatura, rezygnacja biegaczy, deski na 12 km.Miałem wrażenie, że biegnę po walących się schodach. Nie mogłem na moment odpuścić, bo bym nie zmieścił się w limicie. Zadowolony jestem z motywacji, która kazała przeć naprzód mimo tych przeciwności. Chyba nigdy nie miałem takiego zapału do walki jak podczas tego biegu. Z relacji w necie i z ust biegaczy wiem, że Ci którzy swobodnie przebiegali UGS w tym roku nie dali rady dotrzeć na metę. Z prawie 500 biegaczy 150 nie dotarło. To mówi z jakimi warunkami się mierzyliśmy.


UGS 2015 przez Bikermount

Targi Foto-Video 2015

W Łodzi co roku odbywają się targi FOTO VIDEO. Kilka lat temu byłem na tych targach. To było dość dawno. Za pierwszym razem nie miałem nawet lustrzanki cyfrowej. Potem byłem jeszcze raz. Pamiętam, iż najbardziej żałowałem, że nie zabrałem ze sobą aparatu. Firmy prześcigały się w inscenizacji plenerów zdjęciowych. Sony miało modeli wymalowanych na Avatary. Targi odbywały się w 3 osobnych budynkach. Robiło to wrażenie. Zwłaszcza dla kogoś, kto dopiero poznawał ten świat fotografii. W tym roku spodziewałem się tego samego. No i się przeliczyłem. Wszystko było zlokalizowane w jednym nowym obiekcie. Stoiska małe. Możliwości porobienia fotek kiepskie. Kilka modelek na paru inscenizacjach. Jak tylko modelki się pojawiały, stado wygłodniałych fotografów rzucało się na nie, jak na lew na zwierzynę.

Oczywiście ważniejsi gracze z branży byli obecni. Jak zwykle dużo miejsca zajmowało stoisko kaliskiej firmy FOTON. Na targach można było się wiele dowiedzieć. My mieliśmy tylko 2 godziny czasu. Mimo tego spokojnie daliśmy radę obejść wszystko 2x i zrobić kilka fotek, które zamieszczam poniżej. Z pewnością przed targami trzeba sobie wyznaczyć cel, czy chodzi o wykłady, zakup sprzętu, czy poznanie oferty. Wtedy, mając więcej czasu, wizyta na takich targach jest super.

GS 2014
GS 2014
GS 2014

Michałków 2014

Co roku w Michałkowie koło Ostrowa Wlkp. są organizowane pokazy lotnicze. Więcej informacji znajdziecie na stronie Festiwalu. Wstyd się przyznać, ale w 2014 roku byłem na takim pokazie pierwszy raz. Pogoda nie była łaskawa. Mimo, że impreza jest w maju, warunki nie były wiosenno – letnie. N szczęście udało nam się trafić na przerwę między opadami deszczu.

Poniżej krótki film zrobiony podczas pokazu.