Frozen

Dzisiaj w kategorii plakaty filmowe coś dla „miłośników” Kariny lodu. Nie wiem co jest w tej bajce, że wszystkie dziewczynki za nią przepadają. Ale był to dobry argument, żeby namówić Lenkę do pozowania. Strój już miała, pewnie jak większość dziewczynek w tym wieku ;-). Znalazłem kilka grafik w necie, ustawiłem światła i poszło. Poniżej dwa gotowe plakaty.

Bikernator
Bikernator

Terminator

Już wiele razy myślałem o odtworzeniu najbardziej znanych i popularnych plakatów filmowych. Trzeba temu poświęcić sporo czasu. Trochę pomyśleć i pokombinować, żeby wyszło podobnie do oryginału. Chciałem też zrobić kilka plakatów ze mną. To się wiążę z tym, że Kaśka musi złapać odpowiedni kadr. Dzisiaj pierwsza próba. Mój ulubiony aktor z dzieciństwa, w swojej kultowej roli Terminatora.  

Bikernator

Jeśli to się komuś podoba i ma pomysł na kolejne produkcje, proszę o maila.

Silesia Adventure Race 2016

Tekst: Ola

Od zawsze starałam się aktywnie spędzać wolny czas. Bieganie, pływanie, jazda na rowerze. Dlaczego tego wszystkiego nie połączyć?

Razem z kumplem Michałem od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się nad wzięciem udziału w rajdzie przygodowym. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego i przy okazji dobrze się bawić.  Przeglądając różne strony dotyczące tego rodzaju imprez, natrafiliśmy na Silesia Adventure Race,  rajd w którym można było dokonać wyboru jednej z 4 rywalizacji: Extreme na 150 km, Open na 80 km, rower na 60 km i trekking na 30 km. Wybraliśmy Open na 80 km, bo był to rajd najbardziej urozmaicony (poza bieganiem, jazdą na rowerze można było spróbować swoich sił w kajakarstwie i orientacji w terenie) i polecany dla osób, które chciałyby rozpocząć przygodę z rajdami.

GSAR2016-Mapa

Przyjechaliśmy do Kuźni Raciborskiej w piątek wieczorem. Podczas odbioru  pakietów startowych zostaliśmy poproszeni o rzut kostką. Wypadła jedynka. Pani odnotowała ten fakt, kreśląc flamastrem znaczek „x” na ręku Michała.

Rano odbyła się odprawa. Zostaliśmy poinformowani o zasadach rajdu oraz dowiedzieliśmy się, że osoby które nie mają znaku na ręku biorą udział w tzw. Prologu. Celem prologu było odnalezienie w jednym z 4 wyznaczonych punktów mapy właściwej dla danej konkurencji i odnalezienia wszystkich wskazanych tam miejsc, aby docelowo otrzymać już mapę która miała nam  posłużyć na resztę naszej trasy.
GSAR2016

Start godzina 9. Prolog zaliczony. Rozpoczynamy naszą wyprawę od jazdy rowerem. Na tej trasie kolejność zaliczana punktów wyznaczonych na mapie jest obowiązkowa. W punkcie nr 1 tracimy najwięcej czasu. Szukamy miejsca wyznaczonego na mapie nie na tym skrzyżowaniu przecinek co trzeba. No cóż, to przecież dopiero początki naszej przygody z rajdami… GSAR2016-LasZa to kolejny cel – budowę hydrologiczną znajdujemy bez żadnych problemów.
GSAR2016-Las2Zadowoleni wyruszamy do kolejnego odległego stanowiska nr 3 – miejsca gdzie mamy odszukać drzewo na zachód od skrzyżowania dróg. Tracimy tu niestety trochę czasu, bo przejeżdżamy jedną ścieżkę za daleko i musimy zawrócić. Kolejny punkt odznaczony na naszej karcie, więc teraz jedziemy już do stanicy kajakowej „ Aktywni Rybnik”, gdzie czekają dla nas przygotowane kajaki. Pogodna jest cudna, więc z wielką przyjemnością wsiadamy do kajaka „na podbój” rzeki Rudy. Rzeczka jest wąska, płytka i bardzo meandruje. Mnóstwo tu poprzewracanych konarów drzew, które stanowią naturalne przeszkody na trasie naszego spływu. Postanawiamy trochę nadgonić stracony w punkcie pierwszym czas i wiosłujemy z wielkim zapałem. O dziwo, chociaż nigdy nie mieliśmy okazji pływać wspólnie w jednym kajaku,  wychodzi to nam niemalże doskonale. Jedynie w jednym miejscu natrafiamy na przewrócone drzewo na którym nasz kajak się zawiesza i przez chwile kręcimy się w kółko. Udaje nam się jednak bez zamoczenia pokonać tą przeszkodę i właściwie już bez większych trudności płyniemy do pomostu.
GSAR2016-KajakTu wysiadamy, przebieramy się, posilamy i rozpoczynamy trekking. Nadal planujemy nadgonić stracony czas. Staramy się cały czas biec. Naszym kolejnym punktem jest drzewo znajdujące się przy moście kolejowym (to miejsce znajdujemy bez problemów).
GSAR2016-PrzepakNastępny punkt – stacja kolei wąskotorowej, gdzie mamy do wykonania zadanie specjalne – przejazd drezyną. Szybko wykonujemy zadanie i ruszamy dalej. Szkoda, że musimy się spieszyć, bo miejsce to jest bardzo urocze. Mamy wrażenie jakby czas się tu zatrzymał. Z chęcią byśmy tu chwilę posiedzieli, aby dłużej nacieszyć się atmosferą tego miejsca. Niestety, czasu brak…
GSAR2016-KolejkaMusimy jak najszybciej zaliczyć kolejne punkty wyznaczone na mapie. Następnym z nich jest punkt nr 8, przecięcie strumienia przez drogę. Z odnalezieniem tego miejsca nie mamy większego kłopotu. Problem pojawia się przy odnalezieniu kolejnego stanowiska – drzewa na zachód od skrzyżowania dróg. Na tym odcinku trasy błądzimy, idziemy przecinkę lub dwie za daleko, musimy zawracać. Znowu tracimy sporo cennego czasu. Trudności mamy również przy odnalezieniu zakrętu rzeki. Tym razem skręcamy za wcześnie w las i musimy przedzierać się przez krzaki i zarośla aby dotrzeć do rzeki. Zakoli tu mnóstwo. Na szczęście z gps-u wynika, że meander który mamy odnaleźć ma charakterystyczny kształt, więc już wiemy w jakim kierunku rzeki podążać. Drzewo przy zakolu rzeki odnalezione, wracamy zatem do stanicy kajakowej, aby odebrać nasze rowery i wyruszyć w kolejną, tym razem nieco dłuższą, trasę rowerową.
GSAR2016-RowerZaczynamy kolejny etap naszej wyprawy. Jedziemy szybko, odnajdujemy bez komplikacji drzewo na wschód od ambony i dalej w energicznym tempie kontynuujemy naszą podróż. Za bardzo się rozpędziliśmy i minęliśmy ścieżkę, która prowadziła nas do kolejnego punktu wyznaczonego na mapie. Zawracamy, nadrabiamy drogi. Powoli zaczyna zmierzchać. Spotykamy tu parę, Darka i Alicję, z którymi kontynuujemy naszą wyprawę rowerem. Oni również mieli kłopoty z odnalezieniem tego miejsca. Jedziemy teraz w czwórkę, szukając kolejnej stacji, ambony znajdującej się na szczycie górki. Błądzimy, klika razy wjeżdżamy nie w tą ścieżkę co trzeba. W końcu odnajdujemy nasz cel i pomimo zmęczenia wchodzimy na szczyt górki, aby móc z ambony podziwiać panoramę okolicy. Szkoda że nie udało nam się tu dotrzeć wcześniej, bo widoczność przy panującym zmierzchu jest już niestety słaba.
GSAR2016-Ambona

Ruszamy dalej, aby zdobywać kolejne punkty. Znalezienie drzewa na szczycie górki okazuje się najtrudniejszym wyzwaniem na całej trasie rajdu. Mapy które otrzymaliśmy od organizatorów są sprzed 10 lat. Wiele się zmieniło, niektóre ścieżki zarosły, pojawiły się nowe przecinki. Michał z Darkiem porównują mapę z gps-em. Krążymy po okolicy. W końcu jesteśmy w miejscu, w którym, według naszej, wiedzy drzewo powinno się znajdować. Szukamy punktu głęboko w lesie, ale dalej nic. Jeszcze raz wsiadamy na rowery, jedziemy dalej, ale stwierdzamy, że za bardzo się oddalamy. Wracamy w to samo miejsce. Spotykamy tu koleją parę i teraz już w szóstkę chodzimy po lesie w poszukiwaniu drzewa na szczycie górki. Jest! Udało się! Punkt zdobyty. Jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi, cieszymy się jak dzieci. Teraz ze spokojnym sumieniem możemy ruszać dalej, najpierw do drewnianego schronienia dla myśliwych znajdującego się przy wschodniej stronie jeziorka, a następnie do bazy zawodów, aby przebrać się i posilić.

Wychodzimy z bazy zawodów wraz z Darkiem i Alicją około godziny 21. To już nas ostatni etap rajdu, trekking (nocą ;-). Tu kolejność zdobycia punktów nie jest obowiązkowa. Zaczynamy od pozycji 24 – skrzyżowania rowów. Wchodzimy w las nie od tej strony co trzeba i z niemałym trudem odnajdujemy nasz cel. Czujemy się lekko znużeni, rozmowy powoli milkną. Nasi kompani rezygnują z dalszej trasy. Planują jedynie dotrzeć do punktu z zadaniami specjalnymi i wrócić do bazy. My nie poddajemy się.

Zmierzamy do kolejnego punktu.  Biegniemy, co chwila wpadając w błoto i kałuże. Mamy wrażenie, że zaliczenie tego odcinka rajdu zajmuje nam wieki. Pomimo, że znaleźliśmy kolejny lampion, czuję lekkie zniechęcenie i odczuwam wewnętrzny niepokój. Przecież znajdujemy się w nocy w ciemnym lesie… Michał chyba to wyczuwa, biorę się  więc w garść i w szybkim tempie docieramy do naszego kolejnego punktu – ruin dywizjonu rakietowego.
GSAR2016-NocTu musimy wykonać dwa zadania specjalne do wyboru. Michał wybiera wspinaczkę po ścianie za pomocą małp (przyrząd zaciskowy), a ja wejście po drabince na drzewo i przejście  po linie na wysokości do oddalonego o parę ładnych metrów ruin budynku. Mój przyjaciel wykonuje zadanie szybko i bez problemów. Ja czuję strach, ale nie odpuszczam. Wspinam się do góry dość sprawnie, a następnie, trzymając się górnej liny, powoli, krok po kroku przesuwam się, aby przejść na drugą stronę. Ufff… Docieram do celu. Lekko trzęsą mi się nogi i odczuwam silny ból w nadgarstkach, ale czuję się szczęśliwa. W chwili gdy chcemy już wyruszać, aby zdobyć kolejny cel, przypomina nam się, że musimy jeszcze odnaleźć w okolicy cztery kolejne miejsca zaznaczone na dodatkowej kartce. Zupełnie o tym zapomnieliśmy. Przed chwilą byliśmy zadowoleni, a teraz przeżywamy chwilę zwątpienia. Mamy dziwne wrażenie jakbyśmy stanęli w miejscu i wcale nie zbliżali się  do mety naszego rajdu.  Mobilizujemy się jednak i szybko odnajdujemy w ruinach bunkrów wszystkie cztery dodatkowe lampiony.

Jest już sporo po północy. Według naszych wyliczeń mieliśmy być w bazie około 3 nad ranem, ale wykonanie zadań specjalnych i odnalezienie dodatkowych miejsc zajęło nam zbyt dużo czasu. Staje się to zatem niewykonalne. Chcemy więc trochę przyspieszyć. Wybiegamy z lasu, mijamy zabudowania i kierując się w stronę rzeki odnajdujemy drzewo znajdujące się w pobliżu słupa wysokiego napięcia. Ten punkt odnajdujemy szybko. Czujemy się podbudowani. Znowu mamy chęć do walki. I walczymy dalej. Teraz musimy przedostać się na drugą stronę rzeczki, aby dotrzeć do przewróconej brzozy. Na mapie mostek nie jest zaznaczony, co nas trochę martwi, ale, na nasze szczęście, zaraz go odnajdujemy. Szukając dojścia do wyżej wymienionego punktu nagle zaczynamy się zastanawiać po co chodzimy wyznaczonymi drogami i ścieżkami zamiast chodzić na skróty.

Zaczynamy biec na przełaj przez pole i okazuje się, że dzięki tej decyzji skracamy drogę o 2-3 km. Dopiero w tym momencie poczuliśmy istotę rajdu. Ten pomysł, to spontaniczne działanie dodaje nam ogromnej energii do pokonania reszty naszej trasy. Wszystko teraz idzie sprawnie. Lampion przy korzeniu brzozy odnajdujemy bez kłopotu. Kolejny punkt przy mostku również. Skracamy teraz drogę najbardziej jak tylko możemy. Przechodzimy przez tory kolejowe aby znaleźć już ostatni lampion, który znajduje się na płocie ogradzającym młodniak. Kilkanaście metrów idziemy leśną ścieżką w głąb lasu. Szybko jednak orientujemy się, że zmierzamy nie w tym kierunku. Zawracamy i przedzierając się pomiędzy drzewami, odnajdujemy nasz ostatni punkt. Tu, o godzinie 3 nad ranem spotykamy drużynę z rajdu Extreme. To chyba jest również ich ostatni etap.
GSAR2016-End

Teraz pozostaje tylko dotrzeć do bazy zawodów. Idziemy na skróty przez gęsty las, aby jak najszybciej dotrzeć do drogi asfaltowej. Zostało nam do przebycia tylko parę kilometrów. Wysoki poziom adrenaliny i myśl, że jesteśmy już tak blisko celu wyzwala w nas taką dy energię, że resztę trasy pokonujemy biegnąc sprintem. Ostatecznie odmeldowujemy się ma mecie o 3:42 nad ranem. Wcale nie czujemy zmęczenia. Jesteśmy szczęśliwi. Dla takich chwil warto żyć. 

Grzyby

Gdzieś w necie trafiłem na fajne artykuły o Focus Stacking i łączeniu fotek z dodatkowym oświetleniem np. z czołówki.Pierwsza technika polega na łączeniu kilku zdjęć z płytką głębią ostrości w taki sposób, aby finalnie powstało zdjęcie z większym zakresem ostrości. Super paten na makro fotografie. Oczywiście pod warunkiem, że nic na zdjęciu się nie rusza.  Technikę z pewności wykorzystam również przy krajobrazach., Dzięki takiemu zabiegowi pierwszy i ostatni plan będą super ostre 😉

Grzyby

Drugi pomysł to połączenie zdjęć sklejanych w powyżej opisanej technice, a następnie wykorzystywanie oświetlenia z dodatkowych fotek. Oczywiście przed zrobieniem takich zdjęć, trzeba je zaplanować. Jaki kadr. Jakie tło, światło, kolory itd. No i rzecz jasna czym i jak oświetlić obiekty na dodatkowych ujęciach. Dziś była ładna pogoda, więc wybraliśmy się wspólnie do lasu na Wolicy. Grzybiarzy pełno. Tematem zdjęć miały być właśnie grzyby. Jak się później okazało, źródło światła w formie czołówki, to trochę za mało. Do tego musiałem kombinować prowizoryczne statywy. Co z tego wyszło można zobaczyć poniżej. To pierwsze próby. Przy okazji fajnie spędzony czas z rodziną. Polecam.

Grzyby

Grzyby

Grzyby

Mont Blanc 2016

Najwyższa góra w Alpach – Mount Blanc 4810 m.n.p.m. Planowaliśmy wyprawę na ten szczyt od jakiegoś czasu.
MB 2014 Wiedzę czerpałem z Internetu, relacji, filmów i forów. Technicznie wejście na szczyt „klasyczne” nie jest bardzo trudne. Najbardziej niebezpieczne miejsce to kuluar na podejściu między schroniskami. Jego nazwa to „rolling stones”. Bardzo trafnie, bo spadające tam kamienie załatwiły wielu wspinaczy. Z uwagi, że cały masyw jest parkiem narodowym i podlega ochronie, nie ma możliwości rozbicia namiotu, poza wyznaczonym miejscem. Jedyne takie jest zlokalizowane przy schronisku Tête Rousse na wysokości 3 200 m.n.p.m. MB 2014 Oczywiście, jest to specjalnie wymyślone, żeby wspinacze musieli skorzystać z noclegu w schronisku Goûter na wysokości 4 304 m n.p.m. Problem w tym, że nocleg tam kosztuje 90 EUR. Jak nie masz rezerwacji to jeszcze plus 25 EUR. Ta sytuacja bardzo utrudnia zdobycie szczytu. Poniżej opcje na sukces:

  1. Na bogato. Wjazd kolejką na Saint-Gervais-les-Bains. Potem tramwajem do Nid D’Aigle na 2372 m. Dalej podejście do schronu Tête Rousse. Nocleg. Podejście na wysokość 4 304 i nocleg w Goûter. Wejście na szczyt i powrót z noclegiem w którymś schronie. Zjazd na parking w Les Houches.
  2. Dla wytrwałych 😉 Podejście od parkingu do schronu. Nocleg pod namiotem. Przy dobrych warunkach jest możliwe wejście na szczyt i powrót do namiotu na nocleg. Taki plan mieliśmy. Inny patent to nocleg w namiocie. Podejście do Goûter. Tam można przeczekać do 22. Nocna wędrówka do bunkra Vallot na wysokości 4 362. Atak szczytowy o świcie. Powrót.

MB 2014Z samego rana wyruszyliśmy z parkingu. Spotkaliśmy tam innych Polaków, przygotowujących sobie śniadanie. Podejście było spoko. Nikogo na szlaku. Wszyscy korzystają z kolejki. My wolimy całość włoić sami. To darmowa wersja i sposób na aklimatyzację.
MB 2014Na górnej stacji kolejki spotkaliśmy kolejną grupę Polaków. Poszli na tramwaj. My wzdłuż torów. Optymalne rozwiązanie. Jest wyłącznie podejście i nie traci się wysokości. Na końcu trasy jest tunel. Można go obejść z boku, lub grzać środkiem z opcją spotkania z kolejką. Od stacji zaczyna się śnieg. Temperatura też spada. Zakładamy raki i zaczynamy długie podejście. Słońce pali niemiłosiernie. Czapka z daszkiem i krem nic nie dają. Do tego zalewa nas pot. Droga skręca w prawo i zaczyna się strome podejście pod Tête Rousse.
MB 2014Na miejscu widzimy sporo namiotów. Okopujemy się i rozbijamy namioty. Nagle słychać krzyki. Kuluarem pod Goûter schodzi lawina. Grupa alpinistów próbuje uciec. Udało się. Po nich schodzi kolejna grupa. Czają się. Nie ma śladów i leży dużo świeżego śniegu. Nagle schodzi kolejna lawina. Jeszcze większa od poprzedniej. Na szczęście im również się udało. Było blisko tragedii. Cały czas było zimno. Teraz pogoda się poprawiła i słońce stopiło sporo śniegu. Idealne warunki na lawiny. Koniec atrakcji na dziś.
MB 2014Robimy kolacje, topimy śnieg na wodę. Słońce zachodzi i robi się zimno. Co jakiś czas dobiegają nas odgłosy kolejnych lawin. Takie dźwięki budzą nas też w nocy.
MB 2014Rano pogoda, zgodnie z prognozami, kiepska. Pada. Mieliśmy w planach przeczekać ten dzień i wyjść w nocy w górę. Okazuje się jednak, że nikt jeszcze nie zdobył szczytu. Nie da się tam dotrzeć. Nic nie jest przetarte. Do tego bardzo dmucha i schodzą lawiny. Potwierdzają to wszyscy schodzący z Goûter. Czyli kicha. Możemy wejść na Goûter, a potem i tak trzeba się wycofać. Postanawiamy, że w takiej sytuacji czekamy do jutra, jak poprawi się pogoda to schodzimy…
MB 2014Jednak trzeba przyjechać tu we wrześniu, kiedy nie ma już tyle śniegu, a trasa na szczyt jest przetarta. Gdyby była jakaś realna szansa na wejście, z pewnością byśmy spróbowali. Tu schodzili tak wytrawni łojanci i nikomu się jeszcze nie udało. To jak z motyką na księżyc. Nie było sensu. Przespaliśmy noc w namiotach. Rano wyruszyliśmy w dół. Był mróz. Śnieg był twardy. Mieliśmy nadzieje, że będziemy schodzić w cieniu i unikniemy dalszego poparzenia słońcem. Nic z tego. Słońce paliło jak diabli. Brakowało nam wody. Ratowaliśmy się strumieniem. Po południu dotarliśmy na parking.
MB 2014

Moje rady na Blanka:

  1. Dobre przygotowanie kondycyjne wymagane.
  2. Rozważyć opcje skorzystania z wyciągu i tramwaju (duża oszczędność czasu, możliwość wniesienia większej ilości zapasów np. wody, no i mniejsze zmęczenie)
  3. Zabrać sporo wody.
  4. Kremować się i unikać słońca. Bąble od poparzenia to standard.
  5. Jechać w czasie, kiedy szlak na szczyt jest już przetarty.
  6. Miałem ślad trasy wgrany na telefon. Gdyby pogoda się załamała, miałem narzędzie na odnalezienie drogi.

Na zakończenie zapraszam na film z wyprawy. Uwaga; niecenzuralne słowa.

Przyczepka rowerowa

Postanowiłem zająć się tematem przyczepki do przewozu dzieci. Myślałem o takim rozwiązaniu od momentu, jak tylko pojawiła się Lenka. Jednak kupiliśmy zwykły wózek. Potem, kiedy cena przyczepki była atrakcyjna, Mała nie chciała do niej wejść. W końcu zdecydowaliśmy się na zakup fotelika. Teraz, w wieku ponad 3 lat Lenka przekonała się do przyczepki. A powodem tego była szybka ucieczka przed burzą na rowerze: „…widzisz Lenka, gdyby była przyczepka…” Na drugi dzień byliśmy w sklepie po przyczepkę ;­)

GS 2014

Poniżej moje zestawienie plusów i minusów przyczepki:

 Minusy:
➢ Nie wszędzie się wjedzie
➢ Bez amortyzacji ciężko na krawężnikach i na nierównościach (chyba że przyczepka jest wyposażona w amortyzacje)
➢ Koszt (lepszej klasy to 3 – 5 tys.)
➢ Zajmuje więcej miejsca niż fotelik, choć po złożeniu nie jest źle.
➢ Gorszy kontakt z dzieckiem (można zastosować krótkofalówki ;­)

 Plusy:
➢ Ochrona przed zimnem, wiatrem i deszczem (oczywiście nie gwarantuje nieprzemakalności)
➢ Możliwość zastąpienia wózka
➢ Bezpieczeństwo (niżej niż na foteliku, dziecko chronione przez konstrukcje)
➢ Dodatkowe miejsce na bagaż (sporo się mieści w „bagażniku” przyczepki.)
➢ Ochrona przed owadami (specjalna siatka)
➢ System pasów
➢ Łatwiej dziecku spać (wygodnej) Dla lepszych modeli są specjalne hamaki do przewozu dzieci od 6 m­-ca życia.
➢ Możliwość zabrania do środka ulubionych zabawek dziecka.
➢ Wygoda
➢ Dostęp do picia i jedzenia wewnątrz przyczepki.
GS 2014

Warto rozszerzyć informacje o najważniejszych cechach przyczepki. Przede wszystkim jest bezpieczniejsza niż fotelik, bo dziecko jest chronione przez samą konstrukcje. Dziecko jest też nisko ziemi, co zmniejsza ryzyko upadku. Dobry system pasów również zwiększa bezpieczeństwo. Na lepszych przyczepkach są robione specjalne crash-­testy. Do tego dziecko jest chronione przed wiatrem, deszczem, chłodem i owadami. No i  można zabrać sporo rzeczy dziecka (ubrania, zabawki, jedzenie itd.)

GS 2014

Dla mnie największym problem są krawężniki i nierówności. Przyczepka nie jest wyposażona w resory i Lenką trochę trzęsie na dziurach. Trzeba też zwracać uwagę, żeby przyczepką o nic nie zahaczyć. Ja przyczepkę marki GIANT kupiłem w Intersport w ratach 10×0%. Dla moich potrzeb była optymalna. Wysoka , jednoosobowa, zgrabna i nie tak droga, jak modele THULE CHARIOT.

GS 2014

Łódź Maraton 2016

W tym roku z bieganie słabo. Przebiegłem tylko połówkę w Pabianicach. Dwa tygodnie później mieliśmy z Piotrem biec maraton w Łodzi. Najpierw On się pochorował, potem (przed samym biegiem) jakiś gówniany wirus dopadł mnie. No i kiszka z tego wyszła.

Za to cieszę się bardzo, bo udało się innych do biegania zachęcić. W Łodzi poza maratonem równolegle odbywał się bieg na 10 km. Ola i Marek pobiegli i byli zadowoleni. Poniżej krótki film z tego wydarzenia.

Choinka 2015

Już drugi raz ubieramy wspólnie z Lenką choinkę. Radochy przy tym sporo. Pamiętam czasy kiedy to naprawdę robiło wrażenie. Dekoracje robiło się ręczenie. To był czas,kiedy można było zjeść pomarańcze, banany, czekoladę itd.  Człowiek na to czekał cały rok. A do tego prezenty. Teraz wszystkiego jest pełno. Dzieciaki nie cieszą się, jak kiedyś my. To od starszych zleży, żeby ten czas był inny i zapamiętany przez małych.  Sprawdza się pewna prawda; wszystkiego pod dostatkiem, a daje to mniej radochy. Własnie dlatego że, to jest tak dostępne.

Poniżej krótki film z ubierania naszej choinki.


Choinka 2015 przez Bikermount

Modelka

Czas szybko mija. Lenka rośnie. Teraz, kiedy można się z nią normalnie dogadać, jest łatwej się skomunikować. Okazuje się, że jest też świetnym obserwatorem. Umie pozować. Wykonuje polecenia, a do tego sprawia jej to radochę. Oczywiście trwa to krótko. Potem zaczyna ją to nudzić. ale zawsze… Ogląda zdjęcia cieszą ją pochwały. Dzięki temu jest coraz pewniejsza i stara się ustawiać. Poniżej kilka fotek z ostatniego tygodnia. Ile to było kreacji; wróżka, sukienka, jeansy, z gitarą, w płaszczu…

Mnie to bardzo pasuje i uwielbiam to robić. A ona… No cóż, przynajmniej będzie miała pamiątki.  Za naszych czasów nie było aż takich możliwości. Zdjęcia się robiło na wakacjach, oczywiście jak ktoś dysponował aparatem. Sesje to tylko z bardzo ważnych okazji typu, komunia, zakończenia roku szkolnego (grupowe) itd.

GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014
GS 2014