Biegiem przez życie…

Pomyślałem sobie, że bieganie stało się tak ostatnio popularne, iż warto trochę o tym napisać.

Swoją przygodę z bieganie zacząłem bardzo dawno temu. To były czasy kiedy moje biegi wywoływały uśmiech u ludzi. Baran!!! Chcesz się zmęczyć to pyry przerzucaj i tym podobne uwagi. To było takie sobie pobiegiwanie na wzór filmów Rocky, Comando itd.

[singlepic id=931 w= h= float=none]

Kolejny raz wróciłem do biegania przygotowując się do wypraw. To najszybsza i najefektywniejsza metoda na poprawienie kondycji. Podczas takich treningów wpadliśmy z Piotrem, że może warto byłoby zrobić maraton. Pewnie! Nie ma się co pierdaczyć. Zaczniemy od maratonu. I tak zrobiliśmy. Rozpoczęliśmy treningi wg panu Skarżyńskiego. Nie pamiętam ile się przygotowywaliśmy, ale nie zrobiliśmy całego planu.

[singlepic id=927 w= h= float=none]

10-10-2010 stanęliśmy na starcie Maratonu Poznańskiego. Pełno ludzi. Adrenalina buzowała. Wyczytaliśmy, że dobrze ustawić się z tyłu, bo fajnie jak się potem wyprzedza, a nie jest się wyprzedzanym. Bzdura! Przez pierwsze 5 km próbowaliśmy się przebić przez tłum „wolnych” biegaczy. Kosztowało nas to wiele wysiłku. Połówkę biegło się dobrze. Piotr pobiegł szybciej. Rozdzieliliśmy się. Przed końcem 1 pętli pojawił się problem. Gorączkowo rozglądałem się za kiblem. Wiem! na starcie było ich sporo. Muszę tylko wytrzymać. To nie łatwe. Ale się udało. Na tronie spędziłem ładnych parę minut. Za to wybiegłem jak nowo narodzony. Biegłem, biegłem… do 35 km. Pojawiła się ta cholerna ściana. Nie ma się ochoty ruszyć nogą. Percepcja się zawęża. Nie widać i nie słychać kibiców. Organizm krzyczy za to bardzo wyraźnie: STÓJ!!! Pomyślałem wtedy. No to dupa. Piotr już pewnie od dawna na mecie. Ale trzeba to skończyć. Na zmianę biegłem i szedłem a trasa nie miała końca. No o gdzie te bufety z piciem? Wtedy dopiero zdałem sobie sprawę na co się porwaliśmy. U chłopaka obok usłyszałem głośny trzask. Zanim zrozumiałem, że to ścięgno koleś już leżał i podbiegali do niego ratownicy. Kolejny zemdlał i półkolem zaliczył rów. Wielu leżało. Inni sikali na środku drogi. Zresztą ja też nie chowałem się po krzakach 😉 W amoku dotarłem do Malty. Finisz. Wbiegłem na metę zły. Na widowni dostrzegłem Kaśkę. O coś mnie pytała. Ja na to przy całej widowni wykrzyknąłem „Kurwa srałem!!! Okazało się, że Piotr też miał kryzys. Oboje ukończyliśmy ten maraton z dobrymi czasami jak na pierwszy taki bieg. Piotr miał 3:30, ja 3:40 netto. Jednak za maraton musiałem zapłacić wysoką cenę. Kolano, które zaczęło mnie poleć już podczas treningów po zawodach wyłączyło mnie z biegania na długi czas. W kolejnym wpisie znajdziecie informacje o dalszych perypetiach z bieganiem.

[singlepic id=919 w= h= float=none]

[singlepic id=920 w= h= float=none]

[singlepic id=930 w= h= float=none]

[singlepic id=932 w= h= float=none]

[singlepic id=933 w= h= float=none]

[singlepic id=924 w= h= float=none]

[singlepic id=925 w= h= float=none]

[singlepic id=929 w= h= float=none]

[singlepic id=926 w= h= float=none]

[singlepic id=921 w= h= float=none]

[singlepic id=922 w= h= float=none]

[singlepic id=928 w= h= float=none]

[singlepic id=923 w= h= float=none]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *